• Wpisów:23
  • Średnio co: 70 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:12
  • Licznik odwiedzin:2 409 / 1681 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"INNA" rozdział 7
Wstałam o 70, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, uczesałam i pomalowałam. Zeszłam na dół, w kuchni czekało na mnie przepyszne śniadanie.Zjadłam, chciałam wyjść i iść do szkoły, ale zatrzymał mnie tata.
-Tato?-zdziwiłam się.
-Mam cośdla ciebie księżniczko.-podał mi kluczyki i kazał wyjrzeć przez okno. Na podjeździe zobaczyłam moje wymarzone terenowe auto. Wybiegłam przed dom i podiwiałam swoje cudeńko. Podziękowałam tacie i pojechałam do szkoły. Zaparkowałam, wysiadłam i zamknęłam auto. Wbiegłam do szkoły. Ruszyłam do klasy, tym razem nie spóźniona!Pierwsza lekcja historia..miałam przygotować referat na temat "Likantropi"..ahhh jak ja go uwielbiałam haha.
-HA! Myślicie ,że zapomniałem o referatach... Niee. Jako pierwsza wystąpi Panienka Winchester, zapraszamy.-powiedział nauczyciel. Pewna siebie wyszłam na środek klasy.
-Miałam przygotować informacje na temat likantropi jak wspomniał Pan Baker.Emm tak.. Samo słowo likantropia oznacza wilkołactwo. Czyli wiara w zdolność przekształcania się niektórych ludzi w zwierzęta ,a zwłaszcza w wilki. Termin ten pochodzi również z mitu o Królu Arkadii, został on przemieniony w drapieżnego wilka, była to kara za podanie Zeusowi ludzkiego mięsa. Likantropia jak wcześniej wspomniałam dotyczy głównie przemiany w wilka..wilkołaka, ale nie tylko. Obejmuje ona także przemianę w tygrysa, niedźwiedzia, lisa, lamparta, hienę, lwa, jelenia ,a nawet rekina. Myślę ,że to wszystko co miałam do powiedzenia..-usiadłam na swoje miejsce. Za referat dostałam 6!Po szkole wyszłam pobiegać. Wpadłam na Dereka..
-No nie-syknęłam- Nie zbliżaj siędo mnie..
-Spokojnie, chcę pogadać o Nathanie.
-Źle z nim wiem...Chcęjemu pomóc. Obiecuję, że pomogę.
-Dziekuję..wiesz ,że traktujęgo jak swojego brata, jest dla mnie bardzo ważny.-posmutniał.
-Wiem- położyłam rękę na ramię Dereka- Zrobię wszystko co mogę..przysięgam.- uśmiechnęłam się. Derek odprowadził mnie do domu. Odrobiłam lekcje, zjadłam kolację, umyłam się i poszłam spać. A tak na prawdę szukałam lekarstwa dla Nathana.
--------------------------------------------------------
Przepraszam ,że ten rozdział jest taki krótki. Skończyły mi sięferie i nie mam czasu przez szkołę, ale postaram siędodawaćco jakiś czas nowe rozdziały. Te dłuższe powinny pojawiać sięw weekendy.
 

 
"INNA" rozdział 6
Jakie kolwiek wyjście z domu bardzo mnie przerażało..ale i tak musiałam iść do szkoły. Musiałam żyć normalnie (miałam tu na myśli spotykanie się z Aronem) W szkole ruszyłam czym prędzej na salę gimnastyczną w której dyrektor kazał zebrać się wszystkim uczniom i nauczycielom. Zajęłam miejsce obok Arona i jego kumpli. Gdy już wszyscy usiadli zaczął dyrektor
-Witam moi kochani, chciałbym powiedzieć wam o czymś ważnym. Z powodu nieszczęśliwego wypadku Pana Stanleya, który był nauczycielem W-Fu pragnę przedstawić wam jego zastępcę.-zamarłam, wpatrywałam się w stojącego tuż obok dyrektora..DEREKA..
-Cześć wszystkim ja nazywam się Derek Hale i od dzisiaj będę uczył W-Fu.-dodał od siebie.
-Na koniec chciałbym życzyćwam miłej nauki.-zakończył dyrektor. Po wszystkim wyparowałam z sali jak opętana, wybiegłam przed szkołę i zadzwoniłam do taty.
-Halo księzniczko?
-Tato...Derek jest nowym nauczycielem w mojej szkole.-powiedziałam przerażona całą sytuacją.
-Co?!-wrzasną przez telefon.-Zaraz po ciebie przyjadę.-oznajmił i się rozłączył.Podszedł do mnie Nathan..
-Miło cię znowu widzieć.-powiedział z irytującym uśmieszkiem na twarzy.
-Bez czułości..Męczy mnie twoja gra, nię dołączę do ciebie jasne?
-Ale kotk-przerwałam mu.
-Skończ! Nie chce mi się ciebie słuchać!-krzyczałam, podszedł Aron. Jeszcze tego brakowało..boję się, że Nathan zrobi jemu krzywdę.Aron obją mnie.
-Ciara wszystko dobrze?-spytał troskliwie. Nie umiałam jemu odpowiedzieć, miałam szklanki w oczach, wtuliłam się w niego z nadzieją ,że Nath nas zostawi.
-Jestem Nathan.-przedstawił się- Były chłopak Ciary.
-A co tutaj robisz?-spytał Aro.
-Wpadłem w odwiedziny na jakiś czas, a was co łączy?-wiedziałam..
-Aron to mój chłopak.-powiedziałam pewnie i spojrzałam w oczy Aronowi, uśmiechnął się.
-Oh..nie spodziewałem się..-sykną wściekły Nath i odszedł. Po jakimś czasie przyjechał tata, ale powiedziałam ,że zostanę w szkole.Zaczęła się lekcja w-f. Przebrałam się i dołączyłam do grupy dziewczyn (bo chłopcy mieli osobno w-f) Zaczęłyśmy się rozgrzewać. Derek ciągle mnie obserwował..bardzo mnie to irytowało. Po w-fie, gdy już byłam przebrana w normalne ubrania i wychodziłam z szatni zatrzymał mnie Derek.
-Musimy pogadać.-powiedział ,a jego oczy zmieniły barwę na chłodno niebieską. Byłam opanowana, zmieniłam kolor oczu na miodową i warknęłam groźnie. Wbił mi pazury w ramię..jękłam z bólu, ale jemu się to spodobało. Przybliżył się do mnie, próbował mni pocałować, ale odciągną go Nath. Widziałam w jego oczach gniew, ale i smutek,tęsknotę..Odbiegłam, wróciłam do domu. Poszłam do pokoju, bo nikogo nie było. Włączyłam Ed'a Sheeran'a- Thinking Out Loud i leżałam na łóżku. Nagle usłyszałam jak coś lub ktoś puka do szyby. Podeszłam niepewnie do okna i otworzyłam je, do pokoju wszedł Nathan.
-Nath.-powiedziałam zdziwiona.
-Musimy pogadać..-powiedział przerażony.
-O co chodzi?
-Ja..chyba jestem opętany przez demona Ciara..
-Jak to?-spytałam zdziwiona.
-To przez twojego dziadka.. W ostatecznym starciu przywołał jakieś ciemne moce, które we mnie weszły. Na początku ciągle byłem zły, ale od jakiegoś czasu udeje mi się być sobą.-czytałam kiedyś o tym..wiedziałam ,że mówi prawdę. Chciałam dowiedzieć jak można wypędzić z Natha złe moce.
-Spróbuję ci pomóc.
-Dziękuję.-uśmiechnał się.
Milczeliśmy przez jakiś czas..
-Ciara ty serio jesteś z Aronem?-spytał ze smutkiem w głosie.
-Nie..-wyznałam.
- Ufff. haha-zaśmiał się.-SPotkamy się jutro, ja muszę już isć.
-Jasne.-uśmiechnęłam się. Nathan wyskoczył przez okno ,a ja pomachałam mu na pożegnanie i zamknęłam okno.
Długo o tym wszystkim myślałam, ciągle lezałam i słuchałam muzyki. Zdałam sobię sprawę ,że dochodzi 1 w nocy ,a taty i wujka jeszcze nie ma. Poszłam się umyć, założyłam piżamę i położyłam się spać.
 

 
"INNA" rozdział 5
Od przeprowadzki z Beacon Hills minęły 4 miesiące, w Santa Barbara było niesamowicie uwielbiałam to miejsce. Zaczęłam chodzić do szkoły od 2 semestru. Znowu to samo nowa uczennica, która robi wiele szumu. Pierwsza lekcja plastyka zwana także zajęciami artystycznymi. Weszłam do klasy i zajęłam wolne miejsce, rozłożyłam swoje rzeczy i nagle usłyszałam głos nauczycielki..
- Więc na początku chciałabym przedstawić wam nowąkoleżankę-spojrzała na mnie- Ciara Winchester podejdź do mnie.
Zrobiłam jak kazała, podeszłam niepewnie.
-Cześć wszystkim.-uśmiechnełam się.
-Skąd do nasz przyjechałaś?-spytała Pani.
- Z Beacon Hills.
-Oo to bardzo daleko..-powiedziała lekko zdziwiona.
-Tak to prawda..emm czy mogę już wrócić na miejsce?-spytałam.
-PEwnie-wróciłam na swoje miejsce, wszyscy sięwe mnie wpatrywali.- Dobrze dziś narysujcie mi to co macie w sercu, coś co jest częścią was.
Byłam zadowolona z podanego przez NAuczycielkę tematu. Nie zastanawiając się narysowałam pięknego wilka. Patrzyłam na mój rysunek, byłam dumna, zapatrzona. NAgle poczułem jakąś rękęna swoim ramieniu i gwałtownie się odwróciłam.
-Przepraszam jeśli cię wystraszyłem.-powiedział chłopak z pięknymi niebieskimi oczami i czarnymi włosami.
-Oh nic się nie stało.- uśmiechnęłam się.
-Piękny rysunek.- odwzajemnił usmiech.
- Dziękuję.- odwróciłam się i spojrzałam na wilka.
-Jestem Aron..-szepną mi do ucha, a ja się wzdrygłam ,bo poczułam przyjemny dreszcz. Zadzwonił dzwonek, wyszłam czym prędzej z klasy z rysunkiem w ręce. Wyszłam przed szkołę, zatrzymałam się przy drzwiach, otworzyłam ze zdziwienia usta. Zobaczyłam Nathana, szedł w moją stronę..był inny widziałam to w jego oczach.
-Witaj Ciara.- powiedział pewnym tonem.
-Kim ty jesteś? Bo na pewno nie tym Nathanem jakiego kochałam.- powiedziałam i zmarszczyłam lekko brwi.
-Zrozumiałem, że trzeba być zimnym drańiem aby przetrwać. Twój dziadek zabił większośc moich...ja postanowiłem się zemścić.Liczę na to ,że mi pomożesz.
-Ops błąd. Jesteś chamskim draniem, jak możesz liczyć na to ,że ci pomogę?!- odepchnełam go, chciałam odejść, ale Nath złapał mnie mocno za rękę. WKurzyłam się, a moje oczy zmieniły barwę na miodowe, wbiłam mu pazury w ramięi odrzyciłam go kilka metrów ode mnie po czym uciekłam. Wróciłam do domu.
-Uciekłaś ze szkoły?-spytał tata.
-spojrzałam na niego przerażona- Mamy kłopoty.
-O co chodzi?-powiedział wujek.
-Nathan tu jest, odmieniony ,chce się zemścić, bo dziadek zabił większość jego watahy.-wydukałam.
-Musimy z nim porozmawiać..-zaczał tata, ale przerwałam mu.
-Tato! On był w mojej szkole, chciał żebym jemu pomogła.
-Oszalał?!- powiedział zdenerwowany wujek.
-Co teraz?- spojrzałam na nich.
-Hm..musimy spróbowaćprzemówić Nathanowi do rozsądku.-powiedział wujek.
Po dosyć długiej rozmowie z tatą i wujkiem musiałam się przewietrzyć, spacerowałam po parku, spotkałam Arona.
-Hej.-podeszłam do niego.
-Hej Ciara.-uśmiechnął się- Co tu robisz?
-Spaceruję sobie. hehe- zaśmiałam się cicho.
-Czy pozwolisz abym ci towarzyszył.- ukłonił się i wyciągną rękęw moim kierunku.
-HAha Aron...No oczywiście.-podałam jemu swoją, SPacerowaliśmy, wygłupialiśmy się. Czułam się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Póżniej Aro grzecznie odstawił mnie pod dom.
-Dziękuję za miłe popołudnie.- uśmiechnełam się.
-Nie ma za co i mam nadzieję ,że jeszcze to powtórzymy.
-JAsne.-wyszedł na zewnątrz tata.
-Kochanie nie zaprosisz kolegi na kolację?- spytał.
-Świetny pomysł, Aro zechciałbyś zjeść kolacjęze mną, moim tatąi wujkiem?
-Z największą przyjemnością.-weszliśmy do domu, usiedliśmy wszyscy przy stole.Podobało mi sięto ,że tata i wujek nie wypytywali Arona. Po kolacji poszliśmy do mojego pokoju.
-Przepraszam ,że zapytam..ale gdzie twoja mama?-spojrzał na mnie.
-Moja mama umarła..
-Przepraszam.
-Jest dobrze. hehe Jeszcze raz za wszystko dziękuję.
- To nic takiego. Ciara jesteś wyjątkową dziewczyną.
-Oh dziękuję bardzo..-zarumieniłam się.
-Nie dziękuj. JA muszę już iść, zobaczymy się jutro.
-Pewnie.-Aron podszedł i przytulił mnie na pożegnanie po czym wyszedł. Czułam motyle w brzuchu...Umyłam się, przebrałam w piżamęi położyłam. ZNowu zasnełam ze słuchawkami w uszach.
 

 
"INNA" rozdział 4
Po 2 dniach wyszłam ze szpitala. Nathan nauczył mnie panowania nad przemianą. Na razie nie chodziłam do szkoły, a tata i wujek robili wszystko abym nie spotkała się z dziadkiem. Próbował mnie parę razy odwiedzić, ale ja wiedziałam ,że to spotkanie skończyło by się fatalnie. Może nawet mój własny dziadek zabiłby mnie ,bo jestem teraz wilkołakiem. Pewnego dnia tata oznajmił mi ,że powinniśmy się wyprowadzić, ponieważ jest tu Gared i jego świta. Poważnie zaczęłam się nad tym zastanawiać, ale nie mogłam zostawić Nathana. To było okropne..Popołudniu Nath zaprał mnie na trening do lasu, tym razem miałam nauczyć się wykorzystywać swoje nadprzyrodzone umiejętności.Starałam się jak mogłam mimo ,że było bardzo trudno. Po 2h zakończyliśmy trening i mieliśmy chwilę dla siebie.
-Muszę ci o czymś powiedzieć.-zaczęłam poważnie.
-O co chodzi?-Nath spojrzał na mnie.
-Tata oznajmił mi dzisiaj ,że musimy się przeprowadzić, bo jest tutaj Gared.-ledwo wydukałam.
-To jakiś żart tak?-uśmiechnął się.
-Czy ja wyglądam jakbym żartowała?-powiedziałam donośnym tonem.
-Serio? I co będziecie tak ciągle przed nim uciekać?
-TO jest jakieś wyjście..Chciałam wiedzieć co ty o tym myślisz..-odwróciłam wzrok.
-Dla mnie to chore..nie możecie tego zrobić. Ciara to nie jest rozwiązanie.
-Dla mojego taty jest. Wiesz ,że nie chcę cię zostawiać, ale muszę.-odwróciłam się i odbiegłam. Wróciłam do domu. Postanowiłam od razu pogadać z tatą. Wbiegłam do kuchni i ujrzałam pakującego najpotrzebniejsze rzeczy wujka.
-A gdzie tata?-spytałam zdziwiona.
-Hej księżniczko, tata czyści auto.-odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Ruszyłam szybkim krokiem do garażu.
-Tato nie mamy wyjścia, musimy wyjechać. Zgadzam się.
-I tak wyjechalibyśmy..-spojrzał na mnie. Pomogłam jemu wyczyścić auto, a później spakowałam swoje rzeczy. Miałam jeszcze trochę czasu, więc napisałam list i wieczorem dałam go Nathanowi. Wyjechaliśmy o 20, zamierzaliśmy zatrzymać się w Santa Barbara w Californi, wiem to bardzo daleko od Beacon Hills, ale im dalej od Gareda tym lepiej. Mieszkaliśmy w domku na plaży. Podczas rozpakowywania nie było ani chwili w której nie myślałabym o Nathanie, o tym co on robi, czy jest mu dobrze...czy on w ogóle żyje. Różne myśli krążyły po mojej głowie. Aby trochę się uspokoić wieczorem poszłam z tatą i wujkiem na plażę, było tak pięknie. Mimo iż robiło się ciemno piasek nadal był gorący, morze tak przyjemnie szumiało..A co najważniejsze już nie musiałam się bać, że w każdej chwili mogę spotkać dziadka, który zabiłby mnie..Wróciliśmy do domku, poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku. Włożyłam słuchawki i telefon, włączyłam moją ulubioną piosenkę Ellie Goulding- Love me like you do i zanurzyłam się w myślach..wspomnieniach moich z Nathanem. Bardzo za nim tęskniłam..
 

 
"INNA" rozdział 3
Rano zerwałam się z łóżka, szybko się ubrałam i pojechałam do szkoły. Przed głównym wejściem czekał na mnie Nathan. Poszliśmy do biblioteki.
-Rozmawiałam z tatą i wujkiem.-wyznałam.
- Co ci powiedzieli?- zapytał ciekawy.
-To nie oni. Mój dziade zabił jednego z twoich za moją mamę, on chce zabić was wszystkich.
- Złamał kodeks..
- Wiem, mój tata i wujek nie pochwalają tego co zrobił. Musimy go powstrzymać.- powiedziałam błagalnym tonem.
- Porozmawiam z resztą. Spróbujemy.-uśmiechnął się.
-Świetnie, ja pogadam jeszcze z tatą i wujkiem. Postaram dowiedzieć sięczegoświęcej.- usłyszeliśmy dzwonek. Poszliśmy na lekcje, na niczym nie mogłam się skupić. Na przed ostatniej lekcji (chemii) do klasy wszedł mój dziadek.(Gared Winchester)
- WItam, chciałbym zabrać swoją wnuczkę do domu.-spojrzał na mnie, zamarłam..
- Oczywiście..-odpowiedział nauczyciel- Ciara możesz iść.
Siedziałam nie ruchomo, po chwili spakowałam swoje rzeczy, podeszłam do dziadka, wychodzę spojrzałam nerwowo na Nathana, który dał mi do zrozumienia żebym się nie bała. Dziadek zabrał mnie do kawiarni.
- Dawno się nie widzieliśmy.-powiedział z lekkim smutkiem w głowie.
- Od..śmierci mamy.-wyszeptałam.
-Prawda. Jesteś do niej podobna.- uśmiechnął się.
-Mama była o wiele silniejsza niż ja.
-Dlatego ,że była bardziej doświadczona, starsza niż ty. Słyszałem ,że masz już treningi.
-Tak, staram się być najlepsza.
-Wierzę. Oh jak dobrze cię widzieć.
-Dziadku..zabiłeś wilkołaka.-spojrzałam na niego.
-Zabiłem..wiesz jak zgineła twoja mama?
-Zabił ją wilkołak..
-Ugryzł ją, świadoma tego ,że się zmienia popełniła samobójstwo. Dla twojego dobra.Straciłaś przez wilkołaka matkę!
- Ale..
-A co jeśli następny będzie Dean (tata) albo Sam? A może nawet ty..
Byłam przerażona, nie myślałam o tym w ten sposób. Dziadek przekonał mnie ,że wilkołaki trzeba zabić. Pojechaliśmy do lasu, tam gdzie spotkał się Nathan i reszta. Wzięłam łuk, wycelowałam i strzeliłam. Strzała trafiła Nathana w ramię. Spojrzał na mnie i Gareda. W moich oczach można było zobaczyć nienawiść, gniew, byłam gotowa na wszystko. Wróciliśmy z dziadkiem do domu. Wieczoram wyszłam pobiegać, złapał mnie Nathan.
-Lepiej odejdź.- powiedziałam.
- CO z tobą?!
-Trzeba was wszystkich zabić!- wyciągnełam sztylety.
-Ciara!
-Odejdź albo cię zabiję!
-Nie..-spojrzał na mnie. Zaczęłam ranić go sztyletami, miałam łzy w oczach.
-DLaczego się nie bronisz?- mówiłam przez łzy.
-Nie skrzywdzę cię..-przestałam, spuściłam głowę na dół i rzyciłam sztylety. Nath podszedł do mnie i złapał z rękę.
-On mieszał mi w głowie..-spojrzałam na niego zapłakana.
-Już dobrze.-rany na ciela Nathana zniknęły.Przytuliłam siędo niego mocno.
-Kocham cię Nath.-wyszeptałam.
-Ja ciebie też. Posłuchaj nie spotykajmy się tak często.-spojrzał na mnie.
-Dobrze. Jutro w magazynie, przyjadę z tatą i wujkiem, porozmawiamy i ustalimy razem co robić.
-Świetny pomysł.-Nath odprowadził mnie do domu.
Sobota, wstałam trochę później. Ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Pojechaliśmy do opuszczonego magazynu.Byli tam wszyscy. Wchodząc rozglądałam się.
-Załatwimy tą sprawę i wracamy do rzeczywistości jasne?-spytał mój tata.
-No pewnie.-odpowiedział Derek.
-Księżniczko zacznij.-powiedział wujek.
-Wszyscy wiedzą o co chodzi. Jutro jedziemy w tajne miejsce spotkań, tam Gared ustali plan działania, pozbycia się was.-powiedziałam.
-Czyli wtedy my będziemy mogli ustalić nasz plan.-oświadczył tata.
- To nie wszystko, Ciara jest teraz dowudcą.-powiedział tata.- Co oznacza, że musi zachowywać się jak łowca, chodzić na akcje i tak dalej.
-Rozumiemy. Jaki plan na jutro?-spytał Nath.
-Pojadę z Garedem.-powiedziałam- złożę przysięgę, po wszystkim zadzwonię do Nathana, jasne?
-Tak jest!-powiedział Nath. Usłyszałam jak przyjechało jakieś auto..
-Cicho..-powiedziałam i podeszłam do okna. Zobaczyłam Gareda.-O cholera.
-Jak?- spytał wujek.
- Śledzili nas..-powiedział tata.
- Uciekajcie.- spojrzałam na Nathana. Zrobili jak kazałam. Wyszliśmy przed budynek, czekał na nas dziadek.
-Co wy tu do cholery robicie?!-krzyczał.
-Nie musimy mówić ci o wszystkim.- powiedział tata. Wściekły Gared wyciągną pistolet, byłam przerażona, celował w tatę, zasłoniłam go sobą i oberwałam. Upadłam na ziemię, słyszałam krzyki... Obudziłam się w szpitalu, siedział przy mnie tata.
- Ta-tato.- wyszeptałam.
-Ciara córeczko.-złapał mnie za rękę.
-Dlaczego on to zrobił?-spytałam.
-Zapłaci mi za to..-wyczułam w głosie taty gniew i chęć zemsty. Byłam bardzo słaba,zamknęłam oczy, usłyszałam jak maszyna do której byłam podłączona zaczęła piszczeć.Czy ja umarłam? NAgle poczułam ból, gwałtownie podniosłam się i otworzyłam oczy. Zobaczyłam ranę od ugryzienia na nadgarstku, a obok stał Nathan, uratował mnie.. Od tamtej chwili wszystko się zmieniło..
 

 
"INNA" rozdział 2
Minęły 3 tygodnie.Unikałam Nathana, chciałam skupić się na nauce w szkole i na treningach. Sporo sięnauczyłam dzięki tacie i wujkowi. Czytałam dużo książek o demonach. Po szkole wracałam do domu, z nikim się nie spotykałam. Nathan ciągle do mnie pisał, ale nie miałam ochoty jemu odpisywać. Poniedziałek..znowu szkoła. Weszłam jakby nigdy nic, ruszyłam w stronę szawki, podszedł Nathan.
- Hej, co jest? Unikasz mnie?- spytał.
-spojrzałam na niego- Nie, po prostu nie mam czasu. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Zrobiłem ci coś?
- Skąd taka myśl?- zamknęłam szafkę.
- Nie odpisujesz, nie oddzwaniasz..
- Nathan..-przerwał mi.
- Jest ktoś inny tak?
- Nie no co ty..-zaprzeczyłam.
- Spotkajmy się dzisiaj.
- Ni..Dobrze, po szkole.- nie mogłam ciągle go unikać, a dzisiaj i tak nie miałam treningu, więc postanowiłam spotkaćsię z Nathanem.
- Świetnie.-uśmiechnął się i przytulił mnie. Zadzwoniła dzwonek, poszliśmy na lekcje. Szybko wszystkie minęły. Przed szkołączekał na mnie Nath.
- To gdzie mnie zabierasz?- uśmiechnęłam się.
- W pewne miejsce, chcę powiedzieć ci prawdę o mnie.
- Już się boję.- zaśmiałam się. Pojechaliśmy do opuszczonego magazynu. Weszliśmy do największego pomieszczenia, był tam trener? Zdziwiłam się.
- O co chodzi Nathan?- spytałam niepewna.
- Już ci wszystko wyjaśniam.. Trener nie jest trenerem. JA nie jestem tylko chłopakiem..
- Co masz na myśli?
- NAzywam się Derek Hale.-powiedział ciemno włosy mężczyzna.
- Posłuchaj my jesteśmy...wilkołakami.- wyznał Nath.
- Że co?- chwyciłam za sztylet ,który miałam schowany w spodniach.
- JEstem wilkołakiem..-Nathan zmieniła barwę oczu na czerwoną.- a dokładniej Alfą.
Wyciągnęłam sztylet i wrzuciłam w jego stronę. Wbił się w niego, a ja uciekłam. Biegłam bardzo szybko. Byłam w szoku, wróciłam do domu. Zamknęłam drzwi na klucz i szczelnie domknęłam wszystkie okna. Usiadłam na łóżku w swoim pokoju i czytałam książkę o wilkołakach.
Ktoś zadzwonił do drzwi, zeszłam z góry, stanełam przy drzwiach.
- Kto tam?- spytałam.
- Nathan, otwórz..-powiedział.
- Odejdź!- krzyknęłam.
- Nic ci nie zrobię, musimy pogadać CIara..-wiedziałam ,że i tak do tej rozmowy dojdzie, otworzyłam.
Usiedliśmy przy stole.
- Nie jesteś zwykłądziewczyną prawda?- spojrzał na mnie.
- Prawda..jestem łowcą. Zabijam takich jak ty.
- "Polujemy na tych, którzy polują na nas."-zacytował. Otworzyłam szerzej oczy i spytałam
- Skąd to znasz?- zmarszczyłam lekko brwi.
- Kilku łowców spotkałem..nie zabili mnie i mojej watahy ,bo wiedzą, że nie zabijemy żadnego człowieka.-wyznał
- I mam ci w to uwierzyć?
- Jeżeli czujesz coś do mnie tak jak ja do ciebie to tak..- odwróciłam wzrok.
- Dobrze..ja wierzę.-powiedziałam.- Musisz już iść. Zobaczymy się jutro.- wstałam i zaprowadziłam Nathana do wyjścia. Pożegnaliśmy się, czekałam na tatę i wujka. Zasnęłam ,bo wrócili bardzo późno.Następnego dnia, wstałam wcześnie rano i wyszłam pobiegać. W lesie spotkałam Nathana.
- Ciara?- podszedł do mnie.
- Nath.- uśmiechnęłam się- Cieszę się, że cię widzę.
- Posłuchaj-złapał mnie za rękę- wczoraj twój tata i wujek zabili jednego z moich.
- Co?- zdziwiłam się.- wrócili bardzo późno..
- Zabili go..- posmutniał.
- Nath..- przytuliłam go- Nie smuć się..domyślam się dlaczego.
- Dlaczego?- spojrzał na mnie.
- Moja mama, zginęła podczas jednej z akcji..nie wiem dokładnie jak, ale teraz się domyślam. Musiał zabić ją wilkołak. Tata ciągle powtarza, że wilkołaki to zło, że trzeba je zabić..wszystkie, a wujek tylko to potwierdza.Pogadam z nimi, wyjaśnię im.Nie róbcie nic głupiego..proszę.
- Dobrze..Dziękuję Ciara.- gładził ręką mój policzek.
- Nathan..- powiedziałam cicho.
- Tak?- uśmiechnął się.
- Mogłabym zakochać się w wilkołaku, jestem łowcą..-odwzajemniłam jego uśmiech.
- A czy ja mógłbym zakochać się w łowczyni, jestem wilkołakiem.- pocałował mnie delikatnie i mocno przytulił. Pożegnaliśmy się, wróciłam do domu, szybko się przebrałam i pojechałam do szkoły. Mijając Nathana na korytażu byłam w niego wpatrzona, widziałam tylko jego. Wpadłam na Amber.
-Ouch..-cłapałam się za głowę.
- Ty pokrako! Uważaj jak chodzisz!- krzycała Amber, wstałam ,a ona popchneła mnie, Nathan mnie złapał.
- Nath?- spojrzałam na niego.- Oh Amber bardzo przepraszam, nie chciałam.
- Daruj sobie, jesteś załosna, pokraka.- zmarszczyłam brwi, Amber chciała odejść, ale złapałam ją mocno za ramię.
- Posłuchaj! Ty nie będziesz mówiła mi jaka jestem! Nie masz do tego prawa! JEszcze raz obrazisz mnie albo kogoś z tej szkoły, to pożałujesz!- krzyczałam
- Dobrze się czujesz? Wiesz kim ja jestem?Wiesz do kogo mówisz?- spojrzała na mnie.
- Do puszczalskiej laski, która żeby podnieść swoją samo ocenę znęca się nad innymi.- uśmiechnęłam się. Amber nic nie powiedziała tylko odeszła. Przytuliłam się do Nathana..Poszliśmy na lekcje ,a po nich pojechaliśmy do lasu.
- Ciara..-złapał mnie za ręke.
- Tak?- spojrzałam na niego.
- Kocham cię.- pocałował mnie. Po miłym popołudniu wróciłam do domu. Postanowiłam pogadać z wujkiem i tatą.
- Hej możemy pogadać?- uśmiechnęłam się.
- Jasne ksiazniczko o co chodzi?- spytał tata.
- CO robiliście ostatniej nocy?
- No jak to co..mieliśmy akcję.- powiedział wujek.- Która była nie udana.
- Dlaczego?- zdziwiłam się.
- Twój dziadek, zabił wilkołaka.. Zrobił bardzo źle, bo wilkołak nie chciał zrobić nam krzywdy.. Złamał kodeks.- powiedział tata.
- Czy ona zrobił to ...za mamę?- spytałam niepewna.
- Wydaje nam się, że tak.- odpowiedział wujek.- Nie pochwaklamy tego co robi twój dziadek. On chce zabićwszystkie wilkołaki.
-Tato ty mówiłeś, że trzeba je wszystkie zabić..
-Mówiłem, ale nie chcę tego robić. COśjeszcze chcesz wiedzieć księzniczko?
-Emm..co jeżeli zaprzyjaźniłabym się z wilkołakiem?
-Z wilkołakiem?- spytał wujek.
- Tak.
- Nie bylibyśmy zachwyceni, ale jeżeli nie zrobi ci krzywdy..to myślę, że molibyśmy to zdzierżyć..Po długiej rozmowie, położyłam sięspać. To wszystko mój dziadek..Musiałam o wszystkim powiedzieć Nathanowi. Byłam ciekawa..do czego mój dziadek jest jeszcze zdolny. Złamał kodeks za moją mamę..mimo wszystko zrobił bardzo źle.
 

 
Zaczynam serię nowego opowiadania pt."INNA". Myślę, że będzie ona bardziej ciekawa..
\
"INNA" rozdział 1
Nazywam się Ciara Winchester mam 18 lat i odkąd pamiętam ciągle zmieniałam adres zamieszkania, aż do tragedi ,która miała miejsce pól roku temu. Moja mama zginęła tragicznie w wypadku. Po jakimś czasie zamieszkałam z tatą u wujka Sama w Beacon Hills. Byłam w ostatniej klasie, więc było mi wszystko jedno, że znowu pójdę do nowej szkoły..Za rok i tak wyprowadziłabym się.. Teraz postanowiłam nie szukać nowych znajomych..chciałam skupić się na nauce aby dostać się na jak najlepsze studia. Zapomniałam o tym, że nowa uczennica zawsze robi wiele szumu.. Pierwsza lekcja..Język polski z Panem Jeffris'em..Oczywiście weszłam spóźniona..
- Dzień dobry Panie Jeffris.-przywitałam sie.
- Oh to ty jesteś nową uczennicą. Eem Ciara Winchester.-przyglądał mi się uważnie.
- Tak zgadza się..
- A więc witamy w naszej szkole..Zajmij miejsce.-uśmiechnął się. Odwzajemniłam i czym prędzej ruszyłam w stronę wolnego miejsca. Usiadłam, rozejrzałam się po klasie i nagle usłyszałam ciche "Cześć" od chłopaka siedzącego ławkę obok mnie.
- Hej.-odpowiedziałam cicho i spojrzałam na niego.
- Jestem Nathan, miło cię poznać Ciara.-uśmiechnął się.
Odpowiedziałam uśmiechem. Po lekcji, postanowiłam poszukać miłego i cichego miejsca. Wyszłam przed szkołę i usiadłam na ławce przy ogromnym drzewie. Podszedł do mnie Nathan.
- Nie lubisz towarzystwa co?- spojrzał na mnie.
- Nie szukam towarzystwa..
- Mimo to z chęcią tutaj z tobą posiedzę.-uśmiechnął się i usiadł.
- Jak musisz.- odpowiedziałam z irytacją w głosie.
- Więc dlaczego tutaj się przeprowadziłaś?
- Mieszka tu mój wujek. Zamieszkałam u niego z tatą.-odpowiedziałam niechętnie.
- A mama?
- Jeśli musisz wiedzieć.-zamknełam książkę, wstałam i popatrzyłam na niego.- moja mama nie żyje. Zadowolony?-odeszłam. Jakoś udało mi się wytrzymać kolejne lekcje. Po szkole, tata przywiózł mnie do domu. Przeprałam sięw sportowe ubrania i pobiegłam do lasu. Zatrzymałam się z drzewem, zauważyłam Nathana i kilku innych ludzi. Rozmawiali bardzo nie spokojnie. Jeden z nich spojrzał w moją stronę. Zaczęłam uciekać mimo to dogonił mnie i zaciągną do reszty.
- Poznajecie ją?!-krzykną.
- To Ciara Winchester nowa uczennica. Zostaw ją.- powiedział Nathan.
Ciemno włosy, dobrze zbudowany mężczyzna puścił mnie.Upadłam na ziemię.
-Aaau, nie musiałeś..-Nathan podał mi rękę i wstałam.
-Nic ci nie jest?- spytał.
-Nie. CO wy tutaj robicie?- spojrzałam na niego.
-Trenujemy..później ci wyjaśnię.
-Muszę już iść..-odwróciłam się i odbiegłam. Wróciłam do domu, ciągle myślałam o tym co się stało.. Tata głośno rozmawiał z Wujkiem.. Mówili coś o treningach i o tym, że jestem już gotowa..Nic nie rozumiałam. Przy kolacji postanowiłam ich o to zapytać.
- NA co jestem już gotwa?- spojrzałam na tate.
- I tak dowiedziałabyś się.. Cała nasza rodzina od pokoleń..jesteśmy łowcami.Polujemy na stwory ,które polują na nas. To znaczy..Wilkołaki, Darah, Nogitsune i wiele wiele innych..Wszystkiego cię nauczymy.
- To jakiś żart?-spytałam.
- Nie córeczko..
- Mama nie zginęła w wypadku tak?
- Nie..zginęła na akcji.
- To dla mnie zadużo..-poszłam do swojego pokoju. Łowcy, stwory, polowania..co to ma być?! Mimo wielu wrażeń zasnełam dosyć szybko..Kolejny dzień..Szkoła tak bardzo cieszyłam się, że do niej idę! NA długiej przerwie poszłam do biblioteki. Chciałam odnieść książkę, za rękę złapał mnie Nathan i zaciągną do ostatniego regału.
- Ej co ty...-polozył palec na moich ustach.
- Wszystko ci wyjaśnię..-uśmiechnał się.Kiwnęłam głową na zgodę, a on zaczął wyjaśniać..Trenował Lacrosse, trener (ten ciemno włosy mężcyzna) zabiera ich do lasu żeby biegali. To chyba miało sens..nie wiem..przy Nathanie nie umiałam się skupić. WPatrywałam się w jego cudne brązowe oczy i wsłuchiwałam w kojący głos..
- Nie musiałeś mi tego tłumaczyć..-uśmiechnełam się.
- Po porstu chciałem..-podszedł do mnie bliżej.
- Kiedy masz trening?- odwróciłam wzrok..
- Dzisiaj po lekcjach..wpadniesz?
- Czemu nie..-usłyszeliśmy dzwonek- Chyba musimy iść..
- Tak prawda..- poszliśmy do klasy. Chemia, angielski i trening Scotta. Zajęłam miejsce na trybunach i pszyglądałam się grze..W pewnym momencie piłka leciała prosto na mnie, nie mam zbyt dobrego refleksu mimo to złapałam ją..Zdziwiłam się.Po treningu Scott zabrał mnie do kawiarenki w której lubi spędzać czas sporo osób z naszej szkoły. Usiedliśmy przy stoliku, bardzo miło nam się rozmawiało, podeszła do nas nie wysoka brunetka.
- Hej Nathan słoneczko.- usiadła mu na kolanach.
- COś z tobą nie tak Amber?-odepchnął ją.
- Ze mna? Kochanie czemu mi to robisz?! A ty lepiej trzymaj się od niego z daleka!- spojrzała na mnie.
- Grozisz mi?- patrzyłam na nią.
- No pewnie. On jest mój!
- Wybacz, ale Nathan raczej nie jest niczyją własnością.- złapałam go za rękę.Uśmiechnął się i lekko ścisnął moją dłoń.
- Amber odejdź..-zrobiła jak kazał. Pojechaliśmy do mnie. Nikogo nie było. Zaprosiłam Nathana do środka.
- Dziękuję za miłe popołudnie.-uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co..Ciara ja muszę już iść..ZObaczymy się jutro.
- Pewnie do jutra.- dałam mu całusa w policzek. Uśmiechnął się i wyszedł. Byłam ciekawa jak znajomość z Nathanem się rozwinie..i jeszcze ta sprawa z moją rodziną..z łowcami.Chciałam wiedzieć o co chodzi..Dlatego gdy tata wpytał sięczy chcę treningów..zgodziłam się. Uświadomiłam sobie, że nie wiadomo jak bardzo będę się starała być normalną dziewczyną..to nigdy niąnie będę, bo tak musi być moje życie pełne wrażeń, ekscytujących i niebezpiecznych przygód. Mam to we krwi,bo pochodzę z rodziny Winchester!
 

 
Rozdział 12 "Coś Nowego"

Wszyscy postanowiliśmy się rozdzielić, ja zamieszkałam we Francji, Elyar w Hiszpanii ,a Drew w Anglii.Jako iż byłam piosenkarką, aktorką i modelką, prowadziłam na uczelni zajęcia artystyczne, a także szukałam osób z talentem muzycznym i tanecznym. ;3 Nie było łatwo, ale dałam radę. Uczniowie traktuję mnie inaczej ,bo jestem młoda i lepiej się rozumiemy. Jest 90 zaraz mam lekcję. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy weszli do klasy.
-Cześć wszystkim. Jak się macie?- uśmiechnęłam się.
-No wiesz odkąd tu uczysz wszyscy czują się świetnie.- powiedział jeden z uczniów ,Harry.
-Heheh mówisz mi to co każdą lekcję Harry. -odwróciłam się i podeszłam do tablicy.-Dzisiaj porozmawiamy o tym jak wyrazić siebie. Nie musicie nic pisać.Dobrze, więc kto wie jak można wyrazić siebie? -znowu spojrzałam na uczniów.
-Ja wiem-powiedziała moja najlepsza uczennica Madison.-Wyrazić siebie można przez to co kochamy robić, bo tylko w tedy jesteśmy sobą.
-Tak masz rację Madi.-uśmiechnełam się- Ktoś kto kocha taniec, nie wyrazi siebie sprzątając, tylko w tańcy pokaże kim jest.-włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Przestałam dopiero w tedy ,gdy ktoś wszedł do klasy.Odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć w to kogo zobaczyłam.....Justin....nie zapomniał o mnie. <3 Pobiegłam i mocno go przytuliłam.
-Co tutaj robisz?- uśmiechnełam się.
-Będę uczył muzyki.- odpowiedział- Jak dobrze cię widzieć.
-Ciebie też.-wróciły dawne uczucia, poczułam się jak na studiach kiedy mnie i Justina łączyło silne uczucia. Chciałam go pocałować, ale byliśmy przy moich uczniach.
-Witajcie.- przywitał się z nimi.-Pewnie wiecie kim jestem,ale to dobrze. Organiczuję na uczelni konkurs talentów, zwycięzca nagra płytę w moim studiu. Byłam zaskoczona. Po lekcji zostałam z Justinem sama w klasie.
-Wróciły do ciebie dawne uczucia?-spytał i spojrzał na mnie.
-Tak.- uśmiechnełam się.
-Wiem ,że cię kocham.-złapał mnie za rękę.Spojrzałam jemu w oczy.
-A ja kocham ciebie.- pocałowaliśmy się.- Świetny pomysł z tym konkursem.
-Może mi z nim pomożesz?- zaproponował.
-Jasne.-uśmiechnełam się.-Zorganizujmy pierwsze przesłuchanie. Może być dzisiaj w Auli, co ty na to?
-Oczywiście im szybciej tym lepiej...Meg...jesteś wspaniała.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się- Pójdę do Pani dyrektor.Wyszłam. Ahh Justin zawsze umiał zawrócić mi w głowie....ale musiałam myśleć o konkursie. Wszedłam do gabinetu pani dyrektor.
-Dzień dobry.-przywitałam się.
-O droga Megan co cię do mnie sporwadza?-uśmiechnęła się.
-Konkurs Talentów. chcemy z Justinem zorganizowac przesłuchanie ,dzisiaj w Auli. Zgadza się Pani?
-Tak oczywiście, taki konkurs będzie dobrą odskocznią od codzienności w naszej Uczelni.
-Bardzo Pani dziękuję, to wiele dla mnie znaczy.
-Megan proszę mów do mnie Emily.
-Dobrze Pani..emm Emily.- uśmiechnęłam się.
-Megan...przyjdź do mnie po przesłuchaniu.
-Dobrze.- wyszłam. O co jej mogło chodzić? Hmm...to nie ważne czas na przesłuchanie. Rozwiesziłam w szkole parę plakatów i o 14 Aula była pełna. Bardzo sięcieszyłam.
-Witam was wszystkich- powiedział Justin.- Dzisiaj przesłuchamy 10 osób, które dostały już numerki, jeszcze będą przesłuchania. Osoby ,które nie mają numerka proszę o opuszczenie Auli.-wyjaśnił.Przesłuchanie było świetne, już na pierwszym odkryliśmy wiele talentów. Gdy tylko było po wszystkim poszłam do Emily.
-Chciałaś mnie widzieć.-usiadłam.
-Tak....posłuchaj. Ja jestem mamą Elyara.
-Mamą...Elyara.- zdziwiłam się.
-Tak.. nie chcę rozmawiać o nim..tylk o tobie.
-A coś jest ze mną nie tak?
-Nie ...jesteś nadzwyczajna...wyjątkowa.
-Co to znaczy?-spytałam.
-Ehh..twoje moce nie ujawniły się odrazu po urodzeniu i teraz też nie są jakby w pełni sprawne, ale je masz.
-Że co?!-krzyknęłam.
-Spokojnie.
-Kim jestem?
-Jesteś...taka jak Elyar.
-To nie możliwe...Ja..ja jestem zwykłym człowiekiem!-wybiegłam. Miałam w oczach łzy....Nie wiedziałam w co wierzyć...Nie pokazywałam się na uczelni. Przyleciał do mnie Elyar.
-Co tu robisz?- zdziwiłam się.
-Musimy pogadać...-owiedział i wszedł.
-Ok?
-Wiesz już kim jesteś prawda?
-Niby tak, ale w to nie wierzę.-usiadłam.
-Choć ze mną.-złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Elyar zaprowadził mnie do "podziemnej kryjówki" była tam jego mama i Drew.
-Hej...co wy ode mnie chcecie?!-krzyknełam.
-Uspokój się! Uwierz w to kim jesteś, a sama zobaczysz na co cię stać.
-No dobra...-skupiłam się przez chwilę.
-Jesteś gotowa?-spytała Emily.
-Tak..
-Chłopcy atakujcie ją.- biegli w moją stronę, mocno od nich oberwałam...odleciałam i uderzyłam o ścianę, leżałam ,a gdy podeszli do mnie bliżej ,poczułam nagły przypływ mocy i z moich rąk leciał ogień. Pokonałam Elyara i Drewa. Później podleciałam do góry i wylądowałam obok Emily.
-Widzisz...twoja moc jest bardzo potężna.
-Tak masz rację....nic im nie jest?
-Nie.- odpowiedział Drew.
-Ufff to dobrze.- uśmiechnęłam się i przytuliłam ich....Następnego dnia wróciłam do Uczelni. Czułam się dziwnie....całe moje ciało było gorące...mi było gorąco.Elyar uczył na Uczelni plastyki.Musiałam porozmawiać z Justinem.Nie mogłam powiedzieć jemu prawdy ,więc musiałam coś wymyśleć...i wymyśliłam coś okropnego.
-Justin...
-Meg kochana.-przytulił mnie.
-Justin musimy pogadać...
-Mów.
-Nie możemy być razem...
-Czemu?
-Bo ja mam kogoś innego...-wszedł Elyar- To jest E;yar..mój narzyczony.
-Ale przecież mnie kochasz.- powiedział Justin.
-Nie ...ja kocham Elyara...Justin jestem w ciąży.
-Z nim...ale...ehh...rozumiem.
-Przepraszam.-poszłam z Elyarem do klasy od plastyki.
-Niezła ściema..- zaśmiał się.
-Ej to nie jest śmieszne...
-No przepraszam, ale musiałaś....Oj no przyznaj to jest zabawne.
-No dobra jest._ uśmiechnełam się. Elyar zaczął mnie łaskotać, potknęłam się i upadłam ,a Elyar na mnie.
-Mmm...czegoś takiego jeszcze nie było.- powiedział.Obruciałam się i teraz ja leżałam na nim.
-Mówisz..-uśmiechnęłam się. ELyar lekko się podniósł.
-Pocałuj mnie...-powiedział.
_Elyar..
-Proszę..- pocałowałam go...to był najlepszy pocałunek na świecie i najdłuższy. Moje życie znowu stało siędziwne...ale czy ono kiedykolwiek było normalne? Nie. Musiałam się do tego wszystkiego przyzwyczajić. ;D Może pocałowałam się z Elyarem, ale to nic nie znaczyła....Ja kocham Justina i tylko jego....nie mogę powiedzieć jemu prawy, bo chcę go chronić...Mimo to źle się z tym czuję. :c Kocham Justina!.
 

 
Rozdział 11 "Ucieczka"

Przez kilka dni nie widywałam się z Elyarem, bo miałam dużo pracy, ale dzisiaj wieczorem spotykam się z nim na kolacji. Gdy tylko skończyłam sesję zdjęciową pojechałam do domu i wzięłam prysznic, a później pojechałam do restauracji. Czekał na mnie Elyar.
-No hej, Jak tam?- przywitałam się.
-Cześć, wszystko dobrze, a u ciebie?
-Daję jakoś sobie radę. Co tak nagle wyskoczyłeś z tą kolacją?-uśmiechnęłam się.
-A tak jakoś. Stęskniłem się.
-Ah no rozumiem.-złapał mnie za rękę.
-Megan muszę coś ci powiedzieć.-zrobił się poważny.
-O co chodzi Elyar?-zdziwiłam się.
-Muszę na jakiś czas wyjechać.
-Ale czemu?
-To skomplikowane.-opuścił głowę.
-Wytłumacz mi.
-No dobrze. Szukają mnie pewni goście, oni są tacy jak ja tylko mają inne "talenty" muszę się na jakiś czas ukryć. Rozumiesz?
-Tak rozumiem, ale wyjadę z tobą.
-Nie Meg. Nie chcę ryzykować, że coś ci się stanie. Jesteś dla mnie bardzo ważna i nie chcę cię narażać.- ścisnął moją dłoń.
-Elyar spokojnie. Ja sobie poradzę, a po za tym wierzę, że nie pozwolisz by cokolwiek mi się stało.- uśmiechnęłam się.
-Tak to prawda.
-Więc wyjadę z tobą, ale teraz zjedzmy kolacje. Po kolacji pojechaliśmy do Elyara. Wiem ,że robiło się niebezpiecznie ,ale nie opuszczę tego na którym mi zależy! Chcę być przy nim. Umówiłam się z Elyarem ,że wyjeżdżamy jutro rano. Zostałam u niego na trochę ,ale wróciłam do siebie, bo musiałam się wyspać. Bardzo cieszyłam się ,że czeka mnie nowa przygoda. Rano przyszedł po mnie Elyar. Jechaliśmy do Forks. Elyar miał tam domek. Przez całą drogę upewniał się czy nikt nas nie śledzi. Gdy dojechaliśmy uspokoił się.Rozpakowałam się i zeszłam na dół. Elyar siedział na kanapie zamyślony.
-Ej wszystko ok?- spytałam troskliwie.
-Tak. Megan oni nie mogę się dowiedzieć ,że jesteś dla mnie ważna.- spojrzał mi w oczy.
-Nie dowiedzą się...A tak właściwie Elyar kim dla ciebie jestem?
-Emm ty ..no możemy o tym pogadać później?
-A czemu nie teraz? Co?- trochę się wkurzyłam.
-Bo nie!
-No jasne, bo ty nie chcesz! Człowieku masz potężną moc, a boisz się wyznać dziewczynie co do niej czujesz...-wyszłam na zewnątrz. Byłam strasznie zła na Elyara. Pojechałam do miasta żeby trochę ochłonąć. To miasto było takie inne niż Santa Barbara... już nie chodziło mi o pogodę, ale o to jak zachowują się ludzie. Siedziałam w kawiarni, podszedł do mnie jakiś brunet.
-Cześć. Jesteś nowa, bo widzę cię tutaj pierwszy raz.- uśmiechnął się.
-Eem tak jestem tu nowa. Megan Scheyn.- odwzajemniłam uśmiech.
-Drew Seeley miło mi cię poznać.
-Wzajemnie. Wiesz może ,która jest godzina?
-Chyba 16, a co?
-Nic przepraszam cię ,ale muszę zadzwonić.
-No dobrze.- wyszłam na zewnątrz. Zadzwoniłam do Elyara ,bo zauważyłam jak jakiś dziwny koleś się na mnie patrzy.
-Megan gdzie jesteś?- spytał zdenerwowany.
-W Mieście przed jakąś kawiarnią. Ej czemu jesteś taki zdenerwowany, co jest?
-Posłuchaj mnie, ale proszę nie panikuj.
-No dobrze.
-Ci którzy mnie szukają są tutaj. Z nikim nie rozmawiaj tylko wyjedź z Forks, ja później cię odnajdę obiecuję.
-Elyar.. nie.-rozłączył się.
Bałam się, ale i tak postanowiłam wrócić do domu. Panował w nim straszny bałagan...a najgorsze było to ,że nie było w nim Elyara. Znalazłam tylko list od niego.
"Jeżeli to czytasz to znaczy ,że mnie nie posłuchałaś i nie wyjechałaś z Forks. Megan przepraszam ,że nie chciałem powiedzieć ci kim dla mnie jesteś...zrobię to teraz w tym liście. Jesteś dla mnie miłością na całe życie. Kocham cię...nie umiałem tobie tak po prostu o tym powiedzieć. Proszę wyjedź stąd jak najszybciej...nie chcę by coś ci się stało.
Twój Elyar"
Po przeczytaniu listu usiadłam i płakałam. Mimo to ,że ELyar prosił abym wyjechała nie zrobiłam tego i postanowiłam go szukać.Znowu pojechałam do miasta i spotkałam Drewa.
-O hej Megan.- uśmiechnął się.
-Cześć Drew. Przepraszam, ale nie mam czasu.
-Wszystko ok?
-Jasne.- zaśmiałam się.
-Serio? Jak coś to mogę pomóc.- zaoferował.
-No dobra...co mi tam. Zaginął mój przyjaciel.
-Aha. Może go widziałem jak ma na imię i jak wygląda?
-Elyar Fox, mam jego zdjęcie w telefonie spójrz.-przyglądał się z niedowierzaniem.
-Elyar ja go znam, to mój kuzyn. Kiedy zaginał?
-No jakaś godzinę temu, bardzo się o niego boje.
-Spokojnie znajdziemy go.
- Drew...czy ty też jesteś taki jak Elyar?
-Jaki?- zdziwił się.
-Masz moce?
-Aa to...tak mam. Dobra może pojedziemy do twojego domu. Może go wyczuję.
-No jasne.-odjechaliśmy. Miałam nadzieję ,że z Drwewem jakoś szybciej znajdę Elyara. Musiałam coś jemu powiedzieć...wiem ,że El bardzo mnie kocha, ale ja traktuję go jak brata. Po tym co zrobił mi Austin nie chciałam z nikim się związywać. Drew znalazł trop Elyara za którym ciągle szedł. Dotarliśmy do kryjówki takich ludzi jak Elyar i Drew, tylko oni byli źli. Próbowaliśmy się schować i jakoś dyskretnie wyciągną stamtąd Elyara, ale się nie udało.
-O proszę spójrzcie mamy gości.- powiedział jeden z nich.
-Jesteście na naszym terytorium ,więc to wy jesteście gośćmi.- odpowiedział Drew.
-Dobra dobra Drew zluzuj trochę. A co to za ślicznotka?- podszedł do mnie.
-Nie twój interes Tom.- schował mnie za sobą.
-Ej no nie bądź taki. Piękna jak masz na imię?
-Po co znać tobie moje imię skoro zaraz zginiesz?-odpowiedziała odważnie.
-Haha masz dobre poczucie humoru. Podoba mi się.
-Podobam ci się? Haha no tak przecież jestem tutaj jedyną dziewczyną.- wyszłam zza Drewa.
-Oo nie bądź taka nie miła dla mnie.
-Nie miła to ja dopiero mogę być. Lepiej wypuść Elyara.- spojrzałam na niego wrogo.
-Haha wypuszczę jak coś dla mnie zrobisz.
-Co?
-On odejdzie, ale ty tutaj zostaniesz.-podszedł bliżej mnie.
Milczałam przez chwilę...nie wiedziałam co robić.
-Dobra zgadzam się. Tylko pokaż mi ELyara!-wyprowadziło go dwóch innych chłopaków.
-Megan, Drew. Ehh mogłem się domyśleć.
-Elyar.- przytuliłam go.
-Co się dzieje Meg?
-Wracasz do domu z Drewem.
-A ty?
-Ja zostaję tutaj za ciebie El.- odeszłam.
-Megan nie!-krzyczał, ale było już za późno. Wiedziałam ,że muszę coś zrobić..nie chciałam zostać z tym idiotą. Chłopaka który był za mną kopnęłam w krocze ,a kiedy zwijał się z bólu popchnęłam, dzięki temu miałam drogę ucieczki. Gonili mnie inni, ale ich jakimś cudem też udało mi się pokonać. Dogoniłam Elyara i razem wróciliśmy do domu.
-Czytałaś list?- spytał El.
-Tak i chcę coś tobie powiedzieć.
-Co?
-Elyar ja traktuję ciebie jak brata i nic więcej ok?
-No ok rozumiem.-Pojechaliśmy do domu Drewa. Przez jakiś czas będziemy mieszkać u niego.To był wyczerpujący dzień, więc szybko poszłam spać.
 

 
Rozdział 10 "Zdrada"

Bardzo cieszyłam się ,gdy wrócił Austin. Chciałam mieć go chociaż na trochę tylko dla siebie. Cały weekend siedzieliśmy w domu. Aus pokazał mi dużo zdjęć zrobionych a Las Vegas i mówił, że ma wiele fanów.Cieszyłam się tak bardzo ,że na chwilę zapomniałam o Elyarze...Ale gdy Austin wyjechał ..wróciłam do rzeczywistości.Miałam sesję na plaży, a później musiałam pojechać załatwić parę spraw w mieście. Wieczorem przyszedł do mnie Elyar.
-Cześć Meg.-przywitał się.
-No hej, wejdź.-uśmiechnęłam się.Poszłam do kuchni a on za mną.
-Znowu sama? Myślałem ,że Austin już zostaje.
-Nie ma dużo pracy w Las Vegas.Chcesz coś do picia?
-Jasne..sok bananowy jak masz.
-Proszę.-podałam-A co cię do mnie sprowadza?-zrobiłam się bardziej poważna.
-Nie miałem co robić, więc wpadłem do ciebie..
-Mhm..a tak na serio?
-Mam dla ciebie pewno propozycję.
-Mów słucham.
-Mój przyjaciel potrzebuje modelki do nowej kampanii perfum Chanel i od razu pomyślałem o tobie.-oznajmił.
-To miłe, ale nie mogę mam teraz sesję dla Prady i nie wiem czy znalazła bym czas.Rozumiesz?
-Oo no tak. Dobra to nic.Pójdę już.-uśmiechnął się.
-Poczekaj..może posiedzimy trochę i pogadamy?-zaproponowałam. Sama nie wiem czemu to zrobiłam.Chyba miałam nadzieję ,że Elyar powie mi to czego wcześniej nie chciał. Usiedliśmy na tarasie.
-Nie rozumiem....-powiedziałam.
-Czego?
-Czemu ludzie tak dziwnie cię traktują.
-To znaczy jak?-spojrzał na mnie.
-Tak jakbyś był jakimś królem..hehe.- zaśmiałam się.
-Hehe tak to śmieszne..oni po prostu mają dla mnie wielki szacunek tak jak ja dla nich.-powiedział.
-I to ma sens. Jak długo tu mieszkasz?-spytałam.
-Ja..heh od kiedy byłem dzieciakiem, miałam jakieś 8 lat, więc całkiem długo.
-No fakt.-zamyśliłam się.
-Ej wszystko ok?
-Co? tak tak.-uśmiechnęłam się.
-O czym tak myślisz?
-Aa ,bo napisałam kilka piosenek..tylko ja chyba nie umiem śpiewać.
-Co? Piosenki..to świetnie idę po gitarę. Zaraz wracam-pobiegł do domu po gitarę, ale już zaraz wracał. Ja poszłam po teksty piosenek ,które napisałam. Elyar na nie spojrzał i był zachwycony.
-Śpiewaj ja będę grał.-zaczął grać.
- Ee no dobra...."Now's all we got,
And time can't be bought
I know it inside my heart
Forever will forever be ours
Even if we try to forget
Love will remember

You said you loved me
I said I loved you back,
What happened to that?
What happened to that?
All your promises
And all the plans we had
What happened to that?
What happened to that?

Boom, gone
Yeah, we move on
Even if we try to forget

Love will remember you
and love will remember me
I know it inside my heart
Forever will forever be ours
Even if we try to forget
Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember

The trips we dream of takin'
The tags left on the map
What happened to that?
What happened to that?
When all you had was nothin'
And all we did was laugh
What happened, what happened,
What happened to that?

Boom, gone
Yeah we move on
Even if we try to forget

Love will remember you
and love will remember me
I know it inside my heart
Forever will forever be ours
Even if we try to forget
Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember

Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember

Break down the walls
Let heaven in
Somewhere in forever
We'll dance again
We used to be inseparable
I used to think that
I was irreplaceable
We lit the whole world up
Before we blew it up
I still don’t know just
how we screwed it up
Forever, forever, forever

Love will remember you
and love will remember me
I know it inside my heart
Forever will forever be ours
Even if we try to forget
Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember

Love will remember
Love will remember
Love will remember
Love will remember"
Byłam szczęśliwa, że zrobiłam coś co chciałam zrobić już od dawna. Piosenka poruszyła Elyara było to po nim widać.
-To jest wspaniała..a ty masz świetny głos.-przytulił mnie.
-Dziękuję. To wszystko dzięki tobie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Elyar chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
-Przepraszam.-spuścił głowę.
-Nic się nie stało.-przytuliłam go.
-Mam pomysł..masz tych piosenek tak dużo ,że można nagrać płytę..tylko musisz się zgodzić.-zaproponował.
-Emm no jasne!-krzyknęłam z radości.
Następnego dnia pojechaliśmy do studia Elyara i nagrywaliśmy. Moje największe marzenie właśnie się spełniało..to co czułam nie da się opisać słowami.
Płytę nagrałam w miesiąc...chciałam powiedzieć o tym Austinowi ,więc poleciałam do niego z Elyarem. Nie przewidziałam tego ..co robię. Gdy wchodziłam do pokoju Austina zobaczyłam go z inną dziewczyną.
-Austin?-prawie płakałam.
-Megan..co ty tu robisz?-zdziwił się.
-Chciałam cię odwiedzić, ale widzę zły moment wybrałam.-posmutniałam, ale powstrzymałam łzy.
-Ale Megan to nie tak jak myślisz skarbie.
-Weź nie rób z siebie jeszcze większego kretyna.
-Dobra masz rację..przepraszam, ale ja nie umiałem się powstrzymać.Kocham ciebie i ją.
-Nie można kochać dwóch osób!
-Ehh..przepraszam.
-Wiesz co..to słowo już nic dla mnie nie znaczy. Miałam nadzieję ,że jesteś inny, ale znowu się myliłam. Kurcze może to lepiej ,że już nie jesteśmy razem.Masz chamie.-rzuciłam na podłogę moją płytę i wyszłam, na dole czekał Elyar. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na lotnisko.Całą drogę do domu milczałam.Dopiero gdy byliśmy przed drzwiami zaczęłam płakać.
-Ej co jest? Ciągle milczałaś, o co chodzi?-przytuliłam go.
-Austin mnie zdradził.-wyznałam.
-Ale z niego drań i kretyn , jak mógł skrzywdzić tak wspaniałą dziewczynę jak ty.-przytulił mnie mocniej.
-A ja jego tak bardzo kochałam...może lepiej ,że tak się stało.Wejdziesz?-spytałam.
-Jasne.-wziął bagaże i wszedł.
-Zostaniesz na noc?
-Dla ciebie wszystko.- uśmiechnął się. Jakimś cudem Elyar poprawił bardzo mi humor i dzięki niemu czułam się o wiele lepiej niż w Vegas.Rano zrobił mi pyszne śniadanie.
-I jak się czujesz?-uśmiechnął się.
-Już o wiele lepiej ,a wszystko dzięki tobie.-przytuliłam go.
-Cieszę się ,że tu jesteś.Zbieraj się księżniczko mam dla ciebie niespodziankę.-oznajmił
-Co??-zdziwiłam się.
-Nie co tylko już choć.-złapał mnie za rękę. Elyar zabrał mnie w niezwykłe miejsce...byłam nim zachwycona. Elyar był taki kochany...dbał o mnie, oczarował mnie.
-Pamiętasz jak nie chciałem tobie o czymś powiedzieć?-złapał mnie za rękę.
-Tak pamiętam, a co?
-Teraz ci to powiem. Ja jestem inny niż wszyscy.Miałaś rację co do tych super mocy..ehh sama zobacz...-Nie wierzyłam w to co widziałam. Byłam wystraszona....bałam się Elyara.
-Chcę wracać do domu.-powiedziałam przerażona.
-Nie bój się mnie.. Meg nic ci nie zrobię.-pozwoliłam mu się dotknąć. Nie wiem czemu ,ale ufałam Elyarowi...Wróciliśmy razem do domu. Zasnęłam ,a obok mnie Elyar...♥
 

 
Rozdział 9 "Nowe życie"

Koniec roku szkolnego, moje oceny były bardzo dobre. Z Austinem mieliśmy już kupiony dom Kalifornii blisko oceanu. Wszystko było takie piękne...jak w bajce.♥ Poznaliśmy sąsiadów i nawet dobrze się z nimi dogadywaliśmy. Bliżej naszego domu mieszkał Elyar Fox, polubiłam go świetnie mi się z nim rozmawiało. Robiliśmy z Austinem imprezę więc zaprosiliśmy sporo osób, przyjechał też Justin ,ale bez Amy.Austin poszedł z nim pogadać, a ja rozmawiałam z Elyarem.
-I jak ci się podoba Kalifornia?-spytał.
-Jest cudownie, ten ocean..ten klimat i ludzie tacy mili i przyjaźnie nastawieni...IDEALNIE!-uśmiechnęłam się.
-Tak masz rację, ale nie zawsze tak jest jeszcze się o tym przekonasz.-spuścił głowę.
-Co masz na myśli?-zdziwiłam się.
-Bo to miasto potrafi zmienić ludzi na wrednych, zakochanych w sobie idiotów..a wszystko przez sławę, to miejsce tylko bardziej pomaga.
-Co? Nie mówisz poważnie.-nie dowierzałam.
-Muszę iść, ale wpadnij do mnie jutro to pogadamy.-uśmiechnął się i wyszedł.
-Czekaj!-krzyknęłam i wybiegłam, ale na zewnątrz już nikogo nie było, więc wróciłam do Austina.Impreza skończyła się późno. Byliśmy bardzo zmęczeni ,więc poszliśmy spać. Rano Austin musiał polecieć z Santa Barbara do Las Vegas na cały tydzień...Wstałam o 12, zjadłam śniadanie, ubrałam się i poszłam do Elyara.
-Hej, jestem sama w domu...masz może ochotę przejść się po plaży?-spytałam
-Jasne.-uśmiechnął się.
Piasek był taki gorący ,że ściągnęłam buty...
-Czemu jesteś sama? Gdzie Austin?
-Poleciał do Las Vegas nagrać nową płytę...za tydzień wraca.
-Aaa ok. Nie bał się zostawić ciebie tutaj samą?
-Nie..jestem duża dam sobie radę.- zaśmiałam się.
-Wierzę.hehe kto ostatni w wodzie ten stawia obiad!-krzykną i biegł do wody.
-Ej nie fair!- i tak pierwsza byłam w wodzie. Przebraliśmy się i pojechaliśmy do baru na obiad.
-Ooo Elyar! A co to za ślicznotka...twoja dziewczyna?-spytała kelnerka.
-Nie..koleżanka...przegrałem zakład.
-Aa no dobrze, co zamawiacie?
-Na co masz ochotę Megan?-spojrzał na mnie.
-Wezmę to co ty.-uśmiechnęłam się.
-Ok, czyli 2xLasagne.-zamówił i dał kelnerce do zrozumienia ,że chce aby już odeszła...Dziwne, ale to nie moja sprawa jakie stosunki ma Elyar z innymi.
-Czym się zajmujesz?-spytałam.
-Trochę śpiewam i mam własne studio muzyczne.A ty?
-Jestem foto modelką.
-Oo interesujące.-uśmiechnął się.
-Tak wiem. Kocham to co robię.-uśmiechnęłam się.Przyszła kelnerka z naszym zamówieniem.
-Smacznego kochani.-uśmiechnęła się i odeszła.
Zrobiło się cicho...gdy skończyliśmy jeść, zaproponowałam żebyśmy wyszli się przejść.Chwilę rozmawiałam z Austinem ,bo zadzwonił, ale musiał kończyć.
-Elyar może wpadniesz dzisiaj do mnie obejrzymy jakiś film.-zaproponowałam.
-Jasne chętnie.-uśmiechnął się. Zauważyłam jak ludzie nas obserwuję...czułam się z tym źle.
-Ej czemu ludzie tak na nas patrzą?
-Co?...zdaje ci się.-złapał mnie za rękę i przyśpieszył. Coś tu było nie tak..
-Zatrzymaj się!-krzyknęłam.
-Przepraszam.-spuścił głowę.
-O co tu chodzi?!-nie umiałam się opanować.
-Bo..ja nie jestem zwykłym chłopakiem..nie zrozumiesz...
-Ale ,że co masz jakieś super moce czy co?-powiedziałam żartobliwie.
-Hehe co..nie.-uśmiechnął się- Posłuchaj Meg nie chcę mówić tobie czegoś teraz...bo nie chcę cię wystraszyć, ale obiecuję kiedyś tobie o tym powiem ,a teraz ciesz się tym co masz i nie przejmuj się mną.-przytulił mnie.
-No..dobrze.-odwzajemniłam uścisk. Wracaliśmy do domu w milczeniu. Ciągle zastanawiałam się nad tym czego nie chciał powiedzieć mi Elyar.
-Wpadnę do ciebie o 20 ok?-uśmiechnął się.
-No jasne.- weszłam do środka.Zadzwonił Austin...powiedział ,że musi zostać w Las Vegas 3 miesiące..ale przyjedzie mnie odwiedzić za 2 tygodnie.Byłam smutna, ale rozumiałam ,że zostaje tam dla pracy.O 20 przyszedł Elyar i zauważył ,że jestem jakaś inna.
-Ej wszystko ok?-spytał.
-No pewnie.-uśmiechnęłam się-Oglądamy?
-Tak.-objął mnie...nie czułam się z tym dobrze, ale nic takiego nie robiliśmy.Obejrzeliśmy kilka filmów..było bardzo późno więc pozwoliłam Elyarowi zostać na noc. Podobało mi się to moje nowe dorosłe życie. Rozpoczęłam nowy rozdział. Z Austinem utrzymywałam kontakt, codziennie rozmawialiśmy przez czat i telefon. A w realu moim towarzyszem i przyjacielem był Elyar, spędzałam z nim bardzo dużo czasu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 8 "Nowa miłość"

Spędzałam z Justinem dużo czasu i to co kiedyś do niego czułam wróciło, ale wciąż byłam świadoma tego ,że on ma dziewczynę, więc postanowiłam już nie widywać się z nim. Zaczęłam od usunięcia jego numeru choć nie wiele to dało ,bo znałam go na pamięć...Dużo pracowałam z nadzieją, że zapomnę o tym co do niego czuję...:c
Austin zaprosił mnie, Justina i Amy do kawiarni, nie chciałam iść, ale Aus nalegał..Na początku siedziałam cicho, bo nie chciałam palnąć czegoś głupiego.
-Megan co taka cicha jesteś?-spytał Austin.
-Co? Aaam zamyśliłam się.-Austin wyczuł, że jest coś nie tak.
Nie mogłam patrzeć na te czułości między Amy i Justinem, więc pod pretekstem przewietrzenia się wyszłam przed kawiarnię, a za mną Austin.
-Meg co się dzieje?-spytał troskliwie.
-Bo ja chyba wciąż coś czuję do Justina..
-Serio?
-Nie wiem.
-Może...ehh to głupie, ale jakbyś chociaż spróbowała zakochać się w kimś innym to przeszła by tobie miłość do Justina.- nie podobał mi się pomysł Austina, ale postanowiłam spróbować.
-Chcesz ze mną być?-uśmiechnęłam się.
-Hehe no pewnie.- i tak zaczął się mój związek z Austinem. Wróciliśmy do środka trzymając się za ręce. Justin od razu zauważył ,że po między mną ,a Austinem coś jest.
-Ooo proszę..jesteście razem?-spytał z łobuzerskim uśmiechem.
-A no jesteśmy, od niedawna.-powiedział Austin.
-A mi mówiłaś ,że nikogo nie masz.
-Kłamałam. Ja i Austin musimy już iść. Papa.-pożegnałam się i wyszłam z Austinem.
Hahaha..gdy żegnałam się z Justinem ,bo wyjeżdżał moje uczucia do niego zniknęły i traktowałam go jak przyjaciela. A mój związek z Austinem był idealny...ja na prawdę zakochałam się w Austinie! ♥ Nie mogłam na niczym się skupić, bo ciągle o nim myślałam...odliczałam czas do spotkania z nim. Nie umiałam bez niego żyć. Wieczorem mieliśmy się spotkać w jego domu, bo był sam...bardzo się z tego powodu cieszyłam. Zaraz po sesji do Vogue pojechałam do Austina.
-Hej Słońce.- przywitał mnie pocałunkiem.
-Tęskniłam za tobą.- przytuliłam go mocno.
- Ja za tobą też kochanie....Meg wiesz ,bo jesteśmy sami..i możemy robić wszystko.
-Chyba wiem co masz na myśli.- i to był mój pierwszy raz z ukochanym... rano Austin zrobił pyszne śniadanie, a później pojechaliśmy do szkoły. Za tydzień kończyłam szkołę, Austin ją rzucił ,bo robił karierę w muzyce. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad własnym domem..chciałam się wyprowadzić i zamieszkać z Austinem. Postanowiłam z nim o tym pogadać.
-Austin ,a co ty na to gdybyśmy razem zamieszkali?
-To świetny pomysł kochanie, ale twój tata..
-Jakoś go do tego przekonam, a po za tym jestem pełnoletnia.
-No tak masz rację, ale myślę że powinniśmy z nim o tym razem pogadać.
-No jasne ,że razem..-wszedł mój tata.
-Co razem?- spytał.
-Tato ,bo ostatnio dużo myślałam z Austinem..o tym żebyśmy zamieszkali razem.
-Jak to razem?-zdziwił się.
-Bardzo się kochamy i jesteśmy na to gotowi. Damy sobie radę.
-A pieniądze?
-Dobrze wiesz ,że dużo zarabiamy i pieniądze nie są problemem.
-Tak wiem...ale jesteście tego pewni?
-W stu procentach John.- potwierdził Austin.
-To nie będę wam stał na drodze do szczęścia..zgadzam się.- nie mogłam w to uwierzyć.Już następnego dnia zaczęliśmy z Austinem rozglądać się za naszym domem. Wyprowadzimy się 2 tygodnie po ukończeniu prze ze mnie szkoły. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie! ♥
 

 
Rozdiał 7 "Przyszłość"

Jestem w ostatniej klasie...uczę się na prawdę dobrze i jestem z siebie dumna. Oprócz szkoły, od roku jestem modelką....tak od wyjazdu Justin wiele zmieniło się w moim życiu.Teraz uważam ,że jego wyjazd wyszedł mi na dobre.Dostałam wiadomość od Austina ....że Jus wraca na tydzień...nie cieszyłam się z tego za bardzo i miałam nadzieję, że go nie zobaczę. No ale Austin nalegał żebym wpadła na imprezę powitalną i nie miałam wyboru.
Impreza miała odbyć się w ich domu o 20. Była 19.30 więc poprosiłam tatę żeby mnie na nią zawiózł...Austin powiedział ,że Justin już jest...na początku chciałam wrócić do domu...ale ostatecznie zostałam. Hehe byłam ciekawa jak Justin teraz wygląda. Miałam zamiar pokazać się Justinowi z całkiem innej mrocznej strony...hehe. ;3 Podeszłam do niego.
-Cześć Justin.-przywitałam się.
-Meg..WoooW to na prawdę ty?- nie dowierzał.
-No tak. Dużo się zmieniło odkąd cię tu nie ma.-przyznałam.-Ty też się zmieniłeś.
-Fakt.Słyszałem ,że robisz karierę w modelingu.-uśmiechnął się.
-Kto o tym ci powiedział?-spytałam.
-Austin coś tam wspominał.
-Mhm. A jak tam twoja kariera?
-Aaa świetnie.Masz kogoś?-spytał z lekkim uśmiechem.
-Nie. Uznałam ,że życie singla bardziej mi odpowiada.-powiedziałam pewnie.
-No masz rację. heh- zaśmiał się.
Nagle do Justin podeszła jakaś dziewczyna (nie wysoka blondynka)
-Kochanie zatańczmy.- rozkazała Justinowi.
-Już zaraz. Amy poznaj to jest Megan.
-Ta Megan?-spytała z niedowierzaniem.
-Tak.-potwierdził Jus.
-O jeny jak miło cię poznać.-powiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Jejj wzajemnie, a kim jesteś?
-Dziewczyną Justina, on wiele o tobie mi mówił.-Byłam bardzo zaskoczona. I poczułam się troszkę zazdrosna..;O
-Ooo małe love...haha.-powiedziałam szyderczym tonem.
-Poznaliśmy się na jednym meczu i coś zaiskrzyło.-oznajmił Jus.
-Ooo no jasne...To szczęścia.-ledwo się uśmiechnęłam. Poszłam do pokoju Austina...byłam smutna i zła, dlatego postanowiłam pokazać Justinowi jak wiele stracił. Wróciłam na imprezę i świetnie się bawiłam. Nagle ktoś włączył "wolną piosenkę" ,więc odbiłam Justina Amy. Cudownie mi się z nim tańczyło. ♥ Po imprezie, gdy Amy pojechała do domu, Justin chciał ze mną pogadać.
-Ej Meg...świetny taniec.- uśmiechnął się.
-Wiem..hehe.-przyznałam.
-Może jutro gdzieś razem wyskoczymy?-zaproponował.
-Nie mogę mam sesję, ale może na nią wpadniesz?
-O no jasne, świetny pomysł. Wyślij mi adres sms'em.
-Dobra. Muszę już iść, ale jak chcesz jeszcze pogadać to zadzwoń.-uśmiechnęłam się.
-Czekaj odwiozę cię.
-Okk jak chcesz.
W drodze do domu wspominaliśmy czasy gdy byliśmy razem. Kurde chciałam żeby wróciło to co było kiedyś. ;c Tylko Jus miał już dziewczynę....-,-
Przed moim domem pożegnaliśmy się i poleciałam szybko do swojego pokoju. Justin zadzwonił do mnie po jakichś 30 minutach i przegadaliśmy ze sobą całą noc, no nie dosłownie....bo musiałam iść spać żeby być wypoczętą na sesję, która było o 11.
Bardzo ucieszyłam się ,gdy przyszedł na nią Justin.
-No hej.-przytuliłam go.
-Kurde widzę profesjonalne studio. hehe- uśmiechnął się.
-No pewnie.Kurcze muszę wracać, ale możesz obserwować.
-No jasne ,że będę. haha.- zaśmiał się.
Robiłam wszystko by zdjęcia wychodziły perfekcyjne, bo chciałam żeby sesja jak najszybciej się skończyła. Po sesyjce Justin zabrał mnie na spacer, ciągle dużo ze sobą rozmawialiśmy ,bo wiele się zmieniło. hehe.
I tak spędziłam z nim cały dzień. Jutro musiałam iść pozałatwiać wiele spraw, więc do domu odstawił mnie przed 23. ;D Ale i tak na czacie rozmawialiśmy ze sobą do 1 w nocy. hehe. ;3 A potem grzecznie zasnęłam. *,*
 

 
Rozdział6 "Wyprowadzka"

Była sobota i to mnie cieszyło, obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Odczytałam sms'a od Justina....chciał się spotkać i pogadać, długo się nie zastanawiałam i zadzwoniłam do niego.
-Hej gdzie i o której się spotkamy?- spytałam.
-Jestem nie daleko twojego domu może wpadnę?-zaproponował.
-No jasne jestem sama w domu, a za ile będziesz?
-Za 5 minut.-oznajmił.
-No dobra to czekam.-gdy się rozłączyłam szybko pobiegłam do łazienki i ubrałam się. Justin nie kłamał był u mnie po pięciu minutach. Na szczęście zdążyłam się ogarnąć.
-To o co chodzi?-usiadłam na kanapie.
-Meg...ja się wyprowadzam.
-Co?!-spytałam. Nie byłam pewna tego co usłyszałam.
-Dostałem wielką szansę...mogę robić to co kocham, grać w kosza i to w najlepszej drużynie świata.-oświadczył, po jego głosie, stwierdziłam ,że jest gotowy zostawić wszystko co ma w Londynie i wyjechać.
-Chcesz mnie zostawić...
-Wiesz ,że cię bardzo kocham ,ale zrozum.
-Nie no oczywiście...chyba chcę żebyś już sobie poszedł.
-Megan..
-Justin wyjdź.-wskazałam drzwi.Zrobiła co kazałam. Było mi smutno....kilka godzin temu się pogodziliśmy ,a on już chce mnie zostawić. :C
Postanowiłam wyjść na miasto z Austinem.
-To prawda...Justin wyjeżdża.Zostawia mnie.- żaliłam się.
-Ej przecież wróci.- próbował mnie pocieszyć.
-Ale co to da, że wróci. Może będzie miał w tedy inną dziewczynę, a o mnie zapomni.- byłam bliska łez.
-Nie mów tak! Nie zapomni o tobie jestem tego pewien.
-Chcę wrócić do domu.
-Odprowadzę cię.
-Nie musisz.-odeszłam.
Gdy byłam już w parku niedaleko mojego domu wpadł na mnie chłopak wysoki ciemno włosy.
-Ałaaa.-jękłam.
-Przepraszam. Nic ci nie jest?- spytał troskliwie.
-Chyba nie.- pomógł mi wstać.
-Bardzo przepraszam.
-No ok ,każdemu mogło się zdarzyć.- uśmiechnęłam się.
-Jestem Jay, a ty?
-Megan miło mi.-uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Ładne imię.
-Dziękuję. Wiesz spieszę się, może jeszcze kiedyś się spotkamy.
-Mam taką nadzieję. Do zobaczenia.
Wróciłam do domu. Ciągle myślałam o Jay'u i nagle uświadomiłam sobie ,że on jest nowym uczniem w mojej szkole.Teraz byłam pewna ,że jeszcze się z nim spotkam.Nie myliłam się co do kolejnego spotkania w poniedziałek nie odstępowałam od Jay'a na krok. Widziałam ,że Justin był zazdrosny, ale przecież nic takiego nie robiłam, po prostu bardzo dobrze dogadywałam się z nowym kolegą.Wieczorem przyjechał do mnie Justin.
-Musimy pogadać.-oznajmił i wpadł do mojego pokoju.
-Co jest?
-Czemu kręcisz z tym całym Jay'em?
-Co? Ja z nim nie kręcę, dobrze mi się z nim rozmawia.Przecież mnie zostawiłeś to o co ci chodzi?!
-Powiedziałem ,że cię kocham czy to dla ciebie nic nie znaczy?!
-Znaczy bardzo wiele!I nie zachowuj się jak dziecko!-krzyczałam.
-Ja się zachowuję jak dziecko...no dobra.A ty jesteś jak jakaś k*rwa!
-Co...przegiąłeś.- miałam łzy w oczach- Wyjdź i nie wracaj!
-Meg przepraszam poniosło mnie...
-Wyjdź!
Jak on mógł tak powiedzieć...rozumiem jest zazdrosny ,.ale przegiął to mnie bardzo zabolało. Płakałam z jakieś 2 godziny ,a później zasnęłam. Przez to co się stało nie miałam ochoty iść następnego dnia do szkoły....Tak tata pozwolił mi zostać w domu. Zadzwonił do mnie Jay.
-Hej czemu nie ma ciebie w szkole?-spytał ciekawy.
-Źle się czułam, ale to nic takiego.-skłamałam.
-Może do ciebie przyjadę?
-Chcesz iść na wagary tylko dla tego ,że ja zostałam w domu?
-Lubię cię i trochę się martwię, a po za tym nie na wagary tylko sprawdzić czy u mojej przyjaciółki wszystko ok.-wyjaśnił.
-No dobra możesz przyjechać.
Jay był u mnie po 15 minutach. Bardzo ucieszyłam się gdy go zobaczyłam. Z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze jak z nim. hehe ;3 Oglądaliśmy film, a później wyszliśmy na miasto, spędziliśmy razem cały dzień. Wieczorem rozmawialiśmy na video rozmowie do 1 w nocy, później poszłam spać.:3
 

 
Rozdział 5"Zgoda?"

Ciągle byłam smutna od ostatniego zdarzenia....
Tata dużo ze mnąrozmawiał ..wspierał mnie w tych trudnych chwilach, byłam mu za to wdzięczna. Chyba czas wziąść się w garść i jakoś to przetrwać.Zaczęłam od zmiany mojego wyglądu i stylu ubierania się.W sumie miałam nadzieję ,że przez zmianę wyglądu Justin będzie chciał do mnie wrócić...Dzień jak każdy poszłam do szkoły , angielski...pierwsza lekcja ;cCałąlekcję oglądaliśmy film o metrze w Anglii, na przerwie podszedł do mnie Austin.
-Hejo... ale ty świetnie wyglądasz.- podziwiał mnie.
-Dziękuję. ;3-uśmiechnełam się.
Dołączył do nasz Justin... zdziwiłam się.
-Ej Meg możemy pogadać?
-Jasne.-powiedziałam zdenerwowana. Austin zostawił nasz samych co sprawiło ,że czułam się trochę bardziej zdenerwowana.
-Co łączy cię z Austinem?
-Nic.
-A ten pocałunek?
-On nic dla mnie nie znaczył, a Austina traktuję jak brata.
-Ehh... nie wiem co mam o tym sądzić.
-A myślisz ,że ja wiem.Coś jeszcze chcesz, bo muszęiść jadę z tatą do miasta.
-Emm nie nic. Pa.
Ehh... męczył sięz tym wszystkim widziałam to w jego oczach, było mi go szkoda, ale to on mnie zostawił. Przed szkołą czekał na mnie tata tak na prawdę jechałam z nim do lekarza na jakieś badania kontrolne. Czułam ,że nic mi nie jest ,a badania lekarskie tylko to potwierdziły, tata mógł się uspokoić.Byłam w swoim pokoju, zadzwonił Justin.
-Hej.-powiedziałam.
-A ty na pewno nic do niego nie czujesz?
-Na 100% , to ciebie kocham.
-Hmm....przepraszam, że wyszedłem bez słowa...byłem wściekły.
-Rozumiem, ale nie ukrywam ,że było mi przykro.
-Bardzo przepraszam.
-No okay, a co z nami?
-No ,a co ma być, ja kocham ciebie ty kochasz mnie... ineczej być nie może.
-Kocham cię. Emm Justin muszę kończyć. Papa.
Usłyszałam jakieś wżaski ,więc zbiegłam do salonu. Ehh.. to mój tata kłócił sięze swoją dziewczyną. Musiałam coś zrobić... więc zaczęłam płakać, dopiero wtedy się uspokoili i szybko do mnie przyszli. Oglądaliśmy wspólnie film i znowu w moim domu i życiu panowała harmonia. ;3 Ten dzień był pełen wrażeń!

 

 
Rozdział 4 "Bolesna prawda"

Kolejny dzień w szkole. Udawałam ,że jest dobrze, chociaż nie było.
Kocham Justina ,a nie Austina...bojęsię, że jak on się dowie to mnie zostawi ,ale pewnie gorzej będzie miał Austin.Ehhh... chcępowiedzieć o tym pocałunku Justinowi ,ale najpierw porozmawiam z jego bratem.Miałam okazję, bo Austin siedział na ławce przed boiskiem.
-Hej, możemy pogadać?- spytałam i przysiadłam się.
-Jasne.-uśmiechnał się.
-Austin musimy powiedzieć Justinowi.-posmutniałam.
-Ale on mnie zabije, Meg nie mówmy jemu o tym.-poprosił.
-Ja mam wyrzuty sumienia...-przyznałam.
-Przejdzie ci... Meg nikt o tym ma się nie dowiedzieć ok?
-Ehhh no dobra.-głęboko odetchnełam.
-Gdzie Jus?-spytał.
-Poszedł na trening. Dzisiaj do domu wracam sama.
-Mogę cię odprowadzić.-zaproponował.
-Dobrze, mam jeszcze jedną lekcję i koniec.
-Poczekam na zewnątrz.
-Ok, muszęjuż iść.Papa <3
Pobiegłam do klasy. Justina nie było ,bo on ma ciągle treningi...nie długo jego drużyna gra mecz. Lekcja angielskiego zleciała bardzo szybko, pisaliśmy wiersz na konkurs... Gdy zadzwonił dzwoneg wyszłam jako pierwsza i wyszłam na zewnątrze. Jak obiecał Austin czekał na mnie.Szkolną bramęmineliśmy w milczeniu dopiero później zaczeliśmy rozmawiać.
-Jak minał ci dzień?- spytał Austin.
-Nie było aż tak źle, a tobie?
-Aaa dobrze. Chcesz może pójść na jakiś deser?
-Dzięki ,ale nie czuję się najlepiej wolałabym szybko być w domu.
-A ok. Coś cię boli?
-Głowa i brzuch, czuję się taka jakaś słaba.-przyznałam.
-A co na to twój tata?
-Nie mówiłam mu.
-Czemu, a co jak to coś poważnego? Idziemy do szpitala i to już.
-Przecież to nic takiego.
-Ja tylko martwię się o ciebie...- posmutniał.
-Nie potrzebnie, ale to miłe.-przytuliłam go.
Tak dobrze nam się rozmawiało niestety musieliśmy się rozstać. Wróciłam do domu. Upadłam na kolana i płakałam z bólu. Dziewczyna taty siłą zawiozła mnie do szpitala, zostawili mnie 2 dni na obserwacji.Nie byłam na balu, a tak bardzo chciałam na nie go iść. :' Przyjechał do mnie Justin... nie wiem skąd wiedział gdzie mieszkam, ale to nie ważne.
-Hej, twój tata wszystko mi powiedział. Jak się czujesz?- usiadł obok mnie.
-Już lepiej. Tak się cieszę,że cię widzę.- przytuliłam go.
-Też nie było mnie na balu... nie chciałem iść bez ciebie.- uśmiechnął się.
-Muszę coś ci powiedzieć...-posmutniałam.
-O co chodzi?
-Bo Austin...
-Co z nim?
-On mnie pocałował...
-Że co?!- krzykną.
-Nie wiem jak to się stało... przepraszam.-próbowałam go uspokoić.
-Jak długo jeszcze chciałaś to przede mnąukrywać?
-Chciałam powiedzić ci od razu, ale Austin bał się ,że go za to zabijesz.
Milczał kilka minut, ja płakałam. Później Jus wstał i wyszedł bez słowa. Byłam załamana, chciałam za nim pobiegnąć, ale nie miałam siły żeby wstać z łóżka :'
  • awatar Gość: Świetne!! Chcę więcej ;*
  • awatar Agnes' Memories: lubię to! też piszę opowiadanie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Oooouuuu dziś moje 17 urodziny!! ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 3 "Walentynki"

Środa... dzisiaj mieliśmy 'wyczieczkę klasową' zwiedzaliśmy londyn.Ehhh już lepsze łażenie po Londynie niż siedzenie na lekcjach.Byłam w grupie z Caren, Justinem i Zaynem. Teraz mieliśmy czas wolny mogliśmy robić co chcemy. Poszłyśmy z Caren do kawiarenki, zaraz za nami wszedł Zayn i Justin.
-Heyo dziewczyny, jak tam?- spytał Zayn.
-Jest okay. Zayn może przejdziemy się na spacer?- spytała Caren.
-O jasne.
Zostałam zsama z Justinem. Usiadłam przy stoliku, dosiadł się Jus.
-Ej, wszystko ok?- spytał.
-Tak po prostu jakoś tak wolałabym być w domu.-odpowiedziałam.
-Aha. Coś się stało?
-Nie.Ehh może pójdziemy gdzieś indziej?
-Jasne, spacer dobrze nam zrobi.-uśmiechnął się.
Poszliśmy w miejsce gdzie nikogo nie było, Justin zatrzymał się i złapał mnie za rękę.
-Meg posłuchaj ja się w tobie zakochałem.-przyciągną mnie do siebie.
-Justin przyznam ,że ja w tobie też.-uśmiechnęłam się.
Jus był bardzo blisko mnie, w jednej chwili nasze wargi złączyły się, a moje serce przestało bić.Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego słowa, dopiero po paru minutach zaczełam normalnie mówić.
-Meg chcesz być moją dziewczyną?- spytał Justin.
-Tak chcę.-szybko odpowiedziałam.
Przytuliliśmy się i przyłączyliśmy do Caren i Zayna.
-Heyo jak tam?-spytał Zayn.
-Dobrze, a tam?- powiedział Jus.
NAgle zauważyłam brata Justina, on powinien być teraz w szkole... wydało mi sięto conamniej podejrzane. Powiedziałam ,że muszę zadzwonić do taty i poszłam do Austina.
-Co ty tu robisz?!-spytałam zła.
-Meg?? Ja ehh... uciekłem ze szkoły.-przyznał.
-Czemu?!
-Bo kumple mnie namówili.
-A ty musisz robićto co oni ci każą?!
-No nie, Meg ale nie powiesz tego Justinowi?
-Chyba powiem.
-Proszę nie rób tego..-spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-No..dobrze, ale nigdy więcej nie uciekaj!
-Tak jest.-obiecał.
-Może schowajmy sięgdzieś, bo Justin cię zauważy.
Poszliśmy gdzieś gdzie nikogo nie było.
-Meg, a ty jesteś z Justinem?
-Tak ,a co?
-Nic tak pytam.
-Na pewno?
-Tak, ale przyznam ,że mi się podobasz.-stanął bliżej mnie.
-Serio?
-Tak.Wiesz MEgan Justin raczej bawi się dziewczynami,a ja je traktuję na poważnie.
-A mówisz mi to bo?
-Bo chcę cię ochronić, nie chcę żebyś cierpiała.
-Nie będę, a nawet jeśli to moja sprawa.
-Wiem. Uspokój się, nie chcę dla ciebie źle.
-Wiem, ehh przepraszam.-przytuliłam go.
Spojrzał mi w oczy i pocałował. Byłam przerażona całą sytuacją. Postanowiłam wrócić jak najszybciej do domu. Ciągle wydzwaniał do mnie Justin.
-Heyo, gdzie ty jesteś?
-Tata po mnie przyjechał, jestem w domu. Muszę kończyć PA.
Austin też dzwonił, po jakimś czasie odebrałam.
-Co ty chcesz?!
-Meg przepraszam nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać.
-Nie mogłem!Wiesz co...PA.
Nie wiedziałam co robić... byłam rozdarta. Ich dwoje ,a ja jedna...
 

 
Jaki słodziak *.* !!!!
 

 
Rozdział 2 "Tylko przyjaciele?"

Poniedziałek...W szkole starałam się unikać Justina, nie było to łatwe bo chodzimy razem do klasy...ehh. Długa przerwa czas na obiad. Jedzenie nie wyglądało apetycznie, ale było zjadliwe. Siedziałam przy stoliku z nowąkoleżanką Caren <wysoka szczupa brunetka> Przysiedli się do nas Zayn ,Austin i Justin.
-Meg mamy chyba do pogadania.- powiedział Justin.
-My? Nie chcę z tobą rozmawiać, ja nawet nie mam ochoty cięwidywać, więc odejdź.- powiedziałam poirytowana.
- Megan no proszę. Pogadajmy.-spróbował po raz 2.
-Daj mi spokój nie dociera do ciebie ,że nie chcę z tobą rozmawiać?!- krzyknęłam.
-Jus choćmy.- próbował do przekonać Austin.
-Idźcie zaraz dojdę.-zrobili jak im kazał.
-Justin zostaw ją, nie wiedzisz ,że nie chce z tobo gadać.-powiedziała Caren.
-Megan no..- przerwałam mu.
-Odejdź ode mnie! Nie chcęz tobą rozmawiać.!!-krzyknęłam i wylałam na niego sok pomarańczowy.
Długo się nie zastanawiałam i wybiegłam ze stołówki.Po chwili za mną przybiegła Caren.
-Ej wszystko ok?- spytała troskliwym tonem.
-Co?Emm tak.- odpowiedziałam nie pwenie.
-Może lepiej wróć do domu, nie wyglądasz za dobrze.
-Ehh tak pójdę do domu.
-To trzymaj się słońce.-uśmiechneła się
W domu nie było taty..pewnie jeszcze nie skończył pracy.Poszłam do swojego pokoju. Ciągle dzwonił do mnie Justin. Odebrałam.
-Jus przesadziłam...przepraszam.
-No ok...możemy pogadać?
-Dobra. Będę czekała w central parku.
Ledwo doszłam do central parku.. nie czułam się dobrze.Po chwili doszedł do mnie Justin.
-To co mówiła Sara...to nie prawda, przysięgam.-powiedział spokojnym tonem.
-Ehh, a czemu ona to powiedziała?
-Kiedyś byłem z nią, ale zerwaliśmy i od tamtego czasu Sara zatrówa mi życie...
-Ahh biedulek..-przytuliłam go.
-Cholernie mi na tobie zależy....
-Jus...ehh to miłe.-przytulił mnie mocniej.
Spędziliśmy ze sobą resztę dnia. Justin był taki dobry dla mnie. Chyba sięw nim zakochiwałam...;3
Chciałam spędzać z nim jak najwięcej czasu. W piątek jest szkolny bal...szczerze liczę na to ,że Justin mnie na niego zaprosi.Było już bardzo późno musiałam wrócićdo domu, ale Justin miał później do mnie zadzwonić. Gdy wróciłam mój tata przedstawił mi swoją nową dziewczynę Sonie. Wydawał się miła i była bardzo ładna!!
-Tato ja pójdędo siebie, nie będęwam przeszkadzać zakochańce.-uśmiechnęłam się.
-Dobrze córeczko.-przytulił mnie i pobiegłam do swojego pokoju. Odrabiałam lekcje, ale przestałam gdy zadzwonił Justin.
-No heyo księżniczko.-powiedział słodkim głosem.
-Czeeść Romeo.-zaśmiałam się.
-Co robisz?-spytał rozbawiony.
-Odrabiam lekcje, a ty?
-Siedzę i patrzęna niebo.Mogędo ciebie przyjść?
-Nie, mój tata przyszedł z nową dziewczyną..i rozumiesz.
-Ahh no tak. A kiedy ty przyjdziesz ze swoim chłopakiem?- zasmiał się.
-Jak będęmiała chłopaka to z nim przyjdę.
-Ehh ,a ja?
-A ty jesteś moim chłopakiem?
-Jeszcze nie.-odpowiedział pewnie.
-Ooo to za to co powiedziałeś musisz się starać jeszcze bardziej.- roześmiałam się.
-No dobrze, o ciebie warto się starać.
-Wiesz co ja muszę kończyć, bo nigdy nie skończę, ale później zadzwonię ok?
-Jasne, będęczekał. Papa księżniczko.
-Papa Romeo.
Ahh...wróciłam do odrabiania lekcji....Gdy rozmawiałam z Justinem to świat nabierał kolorów. Kurce na prawdęsięw nim zakochałam, ale nie chcę okazać się "łatwą sztuką" ,więc niech trochęsię pomęczy. ;D Hehhe lekcje skończyłam o 21 i od razu zadzwoniłam do Justina, rozmawialiśmy ze sobą 3 godziny. Później poszłam spać...<3
 

 
Heyo!
♥♥♥♥♥
 

 
Walentynki!!!!
Życzę wszystkim szczęśliwego 14 lutego, dużo miłości i innych przyjemności <3
 

 
Taka historia wymyślona przezemnie będzie więcej rozdziałów to jest pierwszy "Początek"" """"Jestem Megan.... Megan Sheyn. Mam 17 lat. Moje życie to ciągłe przeprowadzki i ten sam tekst mojego ojca... "Teraz zaczyna się nowa przygoda..".. Ehh to nie dla mnie , choć jestem do tego przyzwyczajona, ale na prawdę chciałabym zostać w jednym miejscu, poznać przyjaciół..... może yhh zakochać się, a nie ciągle uciekać od problemów. Szkoda ,że mój tata tego nie rozumie... dla niego uciekanie jest łatwiejsze, a ja? Właśnie ja już przestałam się liczyć. Tym razem przeprowadziliśmy się do Londynu. Pierwszy dzień w szkole... to dla mnie normalne. Pierwsza lekcja język angielski.... szukanie klasy <powtórka z rozrywki>. Odnalezienie jej do 10 minutach. To dziwne uczucie ,gdy wchodzisz ,a osoby będące w środku przeszywają cię na wylot swoim wzrokiem. I ten głos nauczyciela wymawiającego moje imięi nazwysko : "Megan Sheyn... spóźniona! No nic jesteś nowa masz do tego prawo. Proszę to twoja książka i usidź już." Trzeci rząd od ściany czwarta ławka, za mną siedziała jakaś dziewczyna < ciemno włosa z nie typowym stylem ubierania się> ,a przedemną chłopak <brunet, nieziemsko przystojny...♥>. Odwrócił się i powiedział:

- Heyo, jestem Justin ,miło cię poznać Megan.- uśmiechną się uwodzicielsko.

-Hej, wzajemnie.- odwzajemniłam uśmiech bruneta.

-Więc skąd jesteś?

-Ja...emm z LA, mam w swoim życiu wiele przeprowadzek...ehh nic przyjemnego.- posmutniałam.

-To mam nadzieję, że tym razem tak szybko nie uciekniesz, bo chciałbym poznać cię lepiej.- uśmiechnał się, próbował mnie rozbawić i udało mu się.

-Wszystko jest możliwe.- powiedziałam lekko się z nim drocząc.

-Hehhe, masz rację. Ej moż.._ przerwał mu podchodzący do nas nauczyciel.

-Może ja wam przeszkadzam?!- spytał donośnym tonem.

-No wie Pan...jednak troszeczkę nam Pan przeszkodził.- uśmiechnął się łobuzersko.

-Nie, nie przeszkadza nam Pan. Już nie będziemy rozmawiać.. emm przepraszamy.- powiedziałam by załagodzić sytuację.

-Ehh mam nadzieję ,że to się nie powtórzy.- powiedział nauczyciel znacznie spokojniej.

-Ależ oczywiście.- zapewniłam go.

15 minut ciszy wszyscy ruszyli do drzwi ,gdy usłyszeli donośny dzwięk dzwonka, ja jednak zebrałam się znacznie wolniej od reszty. Przed klasą czekał na mnie Justin.

-Dzięki ,że go udobruchałaś.- powiedział wdzięcznym tonem.

-Nie ma sprawy.

- Megan masz może ochotę wpaść na mój trening?- spytał.

-A co trenujesz?

-Koszykówkę, proszę przyjdziesz?-złapał mnie za rękę i spojrzał błagalnym wzrokiem.

-No dobrze.- uśmiechnełam się.

I znowu ...najgorszy dzwięk... dzwonek na lekcję. Jakoś przyżyłam resztę lekcji, nie było aż tak źle. Jak obiecałam Justinowi przyszłam na jego trening. Jakoś specjalnie sportem się nie interesuję, ale chciałam sprawić mu przyjemność, może trochę podopingować. Po jakiejś godzinie trening sięskończył i Justin podszedł do mnie ze swoimi kolegami.

-Hej. Muszę przyznać ,że świetnie gracie, macie doskonałą technikę.-powiedziałam z lekkim śmiechem w głosie.

-Wow. Znasz się?- spytał wysoki ciemno włosy chłopak.

-Nie, chciałam zrobić na was wrażenie.-zaśmiałam się.

-Świetne poczucie humoru, a przy okazju to Zayn jestem.-powiedział uśmiechając się.

-Megan.- odpowiedziałam.

-A ja jestem Austin, brat Justina.- powiedział chłopak stojący najbliżej Justina.

-Woow jesteście do siebie podobni.-przyznałam.

-Tak ,ale Austin jest młodszy.-powiedział szybko Justin.

-Ooo okay.Justin ,bo wiesz jest późno ,a ja muszę wracać do domu.- powiedziałam

-Już się przebieram i odwiozę cię.-uśmiechnął się.

-No dobrze, poczekam przed szkołom.

Czakałam na Justina słuchając moich ulubionych piosenek piosenkarza Jamesa Arthura. Justin zaszedł mnie od tyłu i zasłonił oczy. Od razu powiedziałam "Justin".

-Ehh....dobra choć.- uśmiechnął się łobuzersko.

Wsiedliśmy do jego auta i ruszyliśmy. Odetchnęłam z ulgą ,gdy mineliśmy progi bramy szkolnej. Chciałam wracać do domu choć wiedziałam ,że czeka mnie męczące rozpakowywanie....Nie wiem czemu ,ale przy Justinie czułam sięna prawdę doskonale. Zamyśliłam się...

-Ej co taka cicha się zrobiłaś?- spytał zmartwiony.

-Co, ehh zamyśliłam się.- odpowiedziałam.

-No ok. To powiedz mi gdzie mam cię zawieść?

-Wysadź mnie w central parku, z tamtąd mam nie daleko do domu.

-Nie chcesz żebym wiedział gdzie mieszkasz?- uśmiechnął się łobuzersko.

-No wiesz jeszcze nie jest wszystko poukładane, ale jak będzie porządek to cię zaproszę.- uśmiechnełam się.

-No dobrze. O central park.

-Fajnie dzisiaj było. Ehh to do jutra.-wysiadłam.

-Ej poczekaj!- krzyknał Justin.

-Hy?- obruciłam się.

-Masz mój numer, dasz mi swój?

- Jasne proszę.- przepisał mój numer do swojego telefonu.

-Zadzwonię wieczorem.-wsiadł.

-Dobrze.- krzyknęłam i pomachałam mu na pożegnanie.

Gdzy wróciłam do domu byłam na prawdę w znakomitym humorze , pewnie mój tata to zauważył ,ale nic nie mówił.Pobiegłam na górędo swojego pokoju i zamknęłam dzrzwi na klucz. Przy muzycze J.A rozpakowywałam resztę swoich rzeczyi starałam się jakoś udekorować pokój.Skończyłam po jakiś 4 godzinach, była 20. W telefonie miałam jakieś 5 nie odebranych połączeń, to Justin!!!!,,,,, Na szczęście znowu zadzwonił:

-Heyo. Czemu nie odbierałaś?

- Robiłam pożądek w swoim pokoju i nie słyszałam, bo muzyka na full była i.. no rozumiesz.

-Ooo no tak. A teraz co robisz?

-Siedzę na parapceie i gapię się na księżyc.

-Ja teżpatrzęna księżyć... Ej czy ty słuchasz Jamesa Arthura?

-Tak ,a co?

-Jaka piosenka ?

- Broken hearted, a co?

-Ja słucham tej samej piosenki...przyoadek, czy przeznaczenie?

-Nie wiem, ale pewnie przypadek.

-Ehh może. Powiedz mi masz ochotęna spacer?

-Jest za późno...

-Ale jutro jest sobota. No dawaj.

-Okay. Spotkajmy sięw central parku.

Rozłączyłam się. Zbiegłam na dół, chwyciłam kurtkęi pobiegłam do central parku. Na Justina czekałam jakieś 15 minut.

-Heyo.Choć.- uśmiechnał się.

-A gdzie idziemy?-spytałam.

-Niespodzianka....

Nie znam Justina za dobrze, a on jużdo mnie takie coś mówi... ehh nie wiem co on sobie wyobraża.Do bani Poszliśmy do jakiegoś klubu. Do Justina podeszła wysoka blondynka. sPojrzała na mnie i zaczeła się śmiać.

-A ty co Justiś znowu zadajesz sięz jakąś ofirarą losu?- powiedziała wrednie.

-Sara daj sobie spokój.

-No co? Znalazłeś sobie kolejnądziewczynkę do zaliczenia.

-Justin o czym ona mówi?- spytałam lekko zdenerwowana.

-Nie słuchaj jej, gada głupoty.

-Słuchaj mała. Justin chce ciebie tylko przelecieć, rozumiesz, jak to zrobi to cię zostawi.Nie jesteśjego pierwszą zdobtczą.

-Justin ty wredny chamie! Nie na widzę cię!!- wybiegłam.

Byłam załamana..... nie wiedziałam co robić. Wróciłam do domu, mój tata już spał, więc cichutko poszłam do swojego pokoju i zamknełam się. Zaczęłam płakać. Nie wiem na co liczyłam, a po za tym znam go tylko jeden dzień.I tak było mi smutno. ......
  • awatar Gość: ZAJEBISTE <3 <3 <3 <3
  • awatar Gość: świetne ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›